niedziela, 25 maja 2014

Wszystko przez kota

Nie zabija się czarnego kota
Bonia Wit to właściwie Bożena Witkowska. Położna z wykształcenia, a z zamiłowania pisarka. Jej książka"Nie zabija się czarnego kota"zalicza się do powieści obyczajowych.
Akcja toczy się na Mazurach i  w Poznaniu, miejscach bliskich i kochanych przez autorkę.
Bohaterem powieści jest Piotr, mężczyzna niezależny, nie myślący tak naprawdę o ustatkowaniu się. Z kobietami spotyka się i rozstaje, na koncie ma dużo przygód, romansów. Żadna  nie zagościła w jego życiu na dłużej.
Zawodowo, razem z ojcem prowadzi tartak. Jest zadowolony  z tego co ma, nie chce nic zmieniać. Nie przypuszcza, że wszystko stanie na głowie za sprawą testamentu babci Zofii, jego życie diametralnie się zmieni. Do czego również przyczynie się pewien czarny kot.
Ostatnią wolą babki było, żeby jej jedyny wnuk osiadł  w Gałkowie, zamieszkał w jej domu lub  z domostwa uczynił muzeum bądź skansen. Piotr nie jest zachwycony spadkiem, próbuje obalić testament.
Po drodze na Mazury pod koła samochodu mężczyzny wpada kot. Niestety traci życie, a nasz bohater traci swoje szczęście. Od tej pory nękają go przerażające sny, a na jawie dzieją się przeróżne, niepokojące i niebezpieczne rzeczy.
Odzywa się do niego niezbyt chlubna przeszłość, a co za tym idzie okazuje się, że jest ojcem pięcioletniej dziewczynki.
Piotr na mazurskiej wsi poznaje piękną sąsiadkę babci, która opiekuje się jej domem oraz stara się pilnować, aby ostatnia wola staruszki została wykonana.

Między młodymi ludźmi dochodzi do licznych spięć, a jak wiadomo " kto się czubi ten się lubi". Czy jednak pasują do siebie? Czy romans  albo związek jest możliwy? Każde z nich niesie przecież bagaż własnych, trudnych doświadczeń. A czarny kot gdzieś tam się czai i wszystko może popsuć.
Do książki zachęcił mnie przede wszystkim tytuł. Uwielbiam koty i  spodziewałam się spotkać przynajmniej jednego na łamach powieści.
Historia opowiedziana przez pisarkę jest ciekawa, ale nie porywająca. Miło się czytało, ale bez zatracenia. Wszystko w książce było takie gładkie. Bohater zostaje ojcem i tak po prostu to akceptuje, dziadkowie małej Gabrysi tak bez problemu oddają wnuczkę praktycznie obcemu człowiekowi. Takie to trochę nierealne, mało życiowe. Gdyby chociaż była tu odrobina humoru, to  zdecydowanie książka trafiłaby w mój gust całkowicie.
Niemniej niewątpliwie jest to dobra opowieść na lato. Fajnie jest pobyć na Mazurach choćby tylko za sprawą czytanych zdań.
Jeśli szukacie przyjemnej obyczajówki z mazurskim klimatem w tle, to książka dla Was. Jeśli zaś chcecie doznać głębokich wzruszeń, emocji zmuszających do analizy, to  lepiej  nie bierzcie jej do ręki.




Książkę mogłam przeczytać i zrecenzować  dzięki portalowi   Zaczytaj się

 












niedziela, 18 maja 2014

majowa rozdawajka- wybierajka

Zbliża się Dzień Dziecka, a ponieważ każdy z nas w głębi duszy jest dzieckiem ogłaszam wybierajkę!!!!!!!!!!!
Do wybrania są dwie pozycje:Przebudzenia doktora Sorena - Kempna Magdalena Okładka książki SEVILE. Magia i Miłość           


Aby otrzymać którąś z nich należy zgłosić się w komentarzu, napisać swój e-mail oraz podać tytuł książki, którą chcecie wygrać.
Zwycięzcę wybiorę za pomocą losowania w Dniu Dziecka.
Kto chce taki prezent? Zachęcam do udziału.

Życzę powodzenia:))))

sobota, 17 maja 2014

Podróż w przeszłość

Poza czasem - Monir Alexandra O podróżach w czasie było już wiele pozycji. To temat fascynujący i cieszący się dużą popularnością, zwłaszcza wśród młodzieży.
Przyznaję, że i mnie ta tematyka bardzo interesuje. Przeczytałam kilka powieści dotyczących przemieszczania się w czasoprzestrzeni. Zauważyłam, że żadna z nowo powstałych książek nie dorównuje naszym rodzimym, nie starzejącym się: "Małgosi contra Małgosi" i "Godzinie pąsowej róży".
Sięgnęłam po "Poza czasem" Alexandry Monir i nie tylko nie żałuję, ale też jestem pod wrażeniem.
Połknęłam książkę w dwa wieczory i mam wielki niedosyt, że tak szybko, że to już dotarłam do ostatniej litery.
Lektura ta mimo, iż standardowo opowiada o miłości, bynajmniej nie jest banalna.
Jej bohaterką jest siedemnastolatka, Michele. Dziewczyna mieszka z mamą w słonecznej Kalifornii. Ma ze swą rodzicielką świetny kontakt, są bardziej przyjaciółkami niż matką i córką.
Pewnego ranka jednak świat Michele rozpada się na milion kawałków. W tragicznym wypadku ginie jej mama i osierocona nastolatka musi opuścić swój dom. Ma zamieszkać z dziadkami, których nigdy wcześniej nie poznała. W rzeczach matki znajduje dziwny klucz, jak się okazuje klucz do przeszłości. U dziadków dziewczyna czuje się wyobcowana i  samotna. W ręce wpada jej pamiętnik jednej z przodkiń. Michele za sprawą klucza i pamiętnika rozpoczyna wycieczki w przeszłość. Podczas nich poznaje swoją prababkę, praciotkę oraz Philipa, mężczyznę który od lat pojawia się w jej snach.
Dzięki podróżom wyjaśnia się również zagadka tajemniczego zniknięcia jej ojca.
Od książki bardzo trudno się oderwać.
 Alexandra Monir to początkująca pisarka. Jednak nie łatwo się tego domyślić po lekturze jej debiutanckiej powieści.
Fantastyczny pomysł, ubrany w lekkość i swobodę wypowiedzi powoduje, że chce się więcej i więcej. Mam nadzieję, że wkrótce czytelnicy dostaną  w swoje ręce  kolejne dzieło, które jak jego poprzedniczka przeniesie ich w inny wymiar. Ja czekam na to z niecierpliwością.

























































sobota, 3 maja 2014

Prawie siostry - Maria Ulatowska Moja przygoda czytelnicza z panią Ulatowską rozpoczęła się kilka lat temu od "Sosnowego dziedzictwa" i "Pensjonatu Sosnówka". Od tamtej pory czytam wszystkie książki autorstwa tej pisarki. Jedne podobają mi się bardziej inne nieco mniej. Jednakże wszystkie czyta się miło i przyjemnie. Autorka ma w sobie dużo pozytywnej energii, ciepła, które wyczuwa się w każdym słowie jej powieści.

"Prawie siostry" to historia trzech dziewczyn, bydgoszczanek: Aleksandry, Jolanty i Teodory. Młode kobiety przyjaźnią się od zawsze, są sobie bliższe niż rodzina. Po maturze obiecują sobie spotykać się  w swoim ulubionym miejscu, co pięć lat, piątego września.
Oczywiście w międzyczasie  dochodzi do spotkań i dziewczyny są ze sobą  w stałym kontakcie. Jednak ten piąty dzień września ma być zawsze dniem szczególnym.
Każda z przyjaciółek ma swoje kłopoty, głównie z mężczyznami, ale każda wie, że może liczyć na dwie pozostałe. Ich przyjaźń z niesie wiele, ale czy wszystko? Co okaże się silniejsze miłość czy przyjaźń?

Na łamach tej powieści spotykamy jeszcze jedną bohaterkę, bez której  lektura nie byłaby taka interesująca i przyjemna. Mam na myśli osobę właścicielki bydgoskiego schroniska "Cztery łapy", Weronikę. Teodora nawiązuje z panią Nowaczyńską znajomość za sprawą psiaka, będącego ofiarą wypadku. Znajomość ta szybko przekształca się w coś więcej. Dziewczyny zyskują jeszcze jedną przyjaciółkę, która je wspiera i z racji różnicy wieku również matkuje.
Powieść ta to niby tak zwykła obyczajówka, niesie jednak całkiem spory ładunek emocjonalny.
Ja osobiście w każdej z bohaterek odnalazła cząstkę siebie. Polubiłam je wszystkie razem i każdą z osobna. Każdej kibicowałam w jej zmaganiach z losem.
Jedynym minusem książki, takim bardzo subiektywnym jest to, że z góry wiadomo, iż wszystko się dobrze skończy. Miłośniczki szczęśliwych zakończeń powinny być zachwycone. Zresztą muszę przyznać, że czasem dobrze jest przeczytać: "żyli długo i szczęśliwie."

Taka karma czy głupie serce

  Sara jest trzydziestoletnią mieszkanką Madrytu. Ma narzeczonego, Roberta oraz młodszą szaloną siostrę i nie mniej zwariowanych rodziców. J...