środa, 31 grudnia 2014

Szczęśliwego roku 2015

                                                              
                                                                    
                                                              Szczęśliwego Nowego Roku    

Kochani, nadchodzi koniec roku i początek nowego. Z tej okazji życzę wszystkim szampańskiej zabawy i żeby w 2015 roku nie zabrakło Wam interesujących książek oraz czasu potrzebnego do ich przeczytania.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Białe róże dla Matyldy

Okładka książki Białe róże dla Matyldy Pani Magdalena Zimniak znana jest mi już nie od dziś. Jej powieści mają w sobie magnetyzm i z całą pewnością nie ominę obojętnie żadnej pozycji podpisanej nazwiskiem tej pani.
"Jezioro cierni" bardzo mi się podobało. "Pokój Marty"- zafascynował."Willa" - oczarowała, a "Białe róże..."? Wstrząsnęły, poraziły, zachwyciły.
Autorka ma niewątpliwy dar czarowania słowem. Nie boi się poruszać trudnych tematów.
Tym razem zabiera nas w głąb psychiki chorej kobiety, która przez swoją chorobę ma zaburzony pogląd rzeczywistości, odczuwa silną potrzebę kontrolowania sytuacji. Dopuszcza się ona przerażających okropieństw, a wszystko to w imię chęci zaistnienia, bycia najważniejszą, podziwianą, kochaną.
"...to już nie tylko chory psychicznie potwór, to również inteligentna, chroniąca własny tyłek suka, gotowa usunąć z drogi każdego, kto zagrozi jej bezpieczeństwu..."
Bohaterką powieści jest Beata, która po tragicznej śmierci rodziców odkrywa w domu swojej jedynej ciotki pamiętniki.
W czasie ich czytania rodzą się w niej przeróżne uczucia. Okazuje się, że przez dotychczasowe życie była cały czas okłamywana przez wszystkich swoich bliskich.
Lektura pamiętników sprawia, że wiele rzeczy się wyjaśnia, wiele gmatwa.
Pomału młoda kobieta traci zdolność obiektywizmu. Nie wie komu może ufać. Każdego zaczyna podejrzewać o spowodowanie śmierci rodziców.
Ucieka nawet od kochanego i kochającego męża, traci do niego zaufanie.
Czy uda się jej uporać z upiorami z przeszłości? Czy rodzinne sekrety powinny ujrzeć światło dzienne?
"Białe róże dla Matyldy" to książka niebywale wciągająca i emocjonalna. Ciężko ją odłożyć choć na chwilę nie poznawszy dalszego ciągu.
Sądząc po okładce i tytule można by spodziewać się lekkiej obyczajówki. Nic bardziej mylnego.
Dla mnie jest to dramat psychologiczny, w dodatku doskonale skonstruowany.
Będzie to niezapomniana książka.
Polecam i jeszcze raz polecam.

niedziela, 21 grudnia 2014

Wybierajka

Przy świątecznych porządkach uznałam,że moje książki mają trochę za ciasno.
Chętnie podzielę  się jakąś z innymi.
Zgłaszajcie się pod postem, wpisując swojego maila oraz tytuł, który Was interesuje. Spośród zgłoszeń wylosuję 6 stycznia szczęśliwca, do którego książkę wyślę.
A oto, co mam  do zaoferowania:

Okładka książki Zapach spalonych kwiatów   Okładka książki Delicje z Dextera   Okładka książki W kanałach Lwowa   Okładka książki Paradoks     

PS.1. książki wysyłam na polskie adresy
      2. Poproszę o info o wybierajce na waszych blogach.

Zapraszam serdecznie:))

sobota, 20 grudnia 2014

Telefon od anioła

Telefon od anioła - Musso Guillaume  Czy za pomocą telefonu, a właściwie jego pamięci można poznać drugą osobę? Oczywiście jej preferencje dotyczące muzyki, filmów z całą pewnością, ale czy dowiemy się jaka ta osoba jest naprawdę, czym się kieruje w życiu?
Guillaume Musso udowadnia, że jest to możliwe.
Jonathan, bohater powieści przez przypadek jest w posiadaniu telefonu należącego do Madeline.Na początku uważa ja za nieprzyjemną, antypatyczną kobietę. przeglądając jej telefon natomiast odkrywa, że jej osoba zaczyna go intrygować, a nawet fascynować. Dzięki aparatowi telefonicznemu poznaje też najbardziej skrywany sekret młodej kobiety.
Madeline, jest właścicielką kwiaciarni, w przeszłości była jednak policjantką. Karierę policyjną zakończyła wówczas, gdy sprawa, którą prowadziła skończyła się tragicznie. Madeline załamana próbowała nawet targnąć się na własne życie. Otworzenie kwiaciarni jest formą terapii i jednocześnie spełnieniem jej marzeń.
Będąc w posiadaniu telefonu Jonathana nie przegląda jego zawartości, jednak odsłuchuje wiadomość od jego byłej żony. Okazuje się, że mężczyzna jest znanym restauratorem, który zrezygnował z prowadzonego biznesu. W kobiecie budzi się uśpiona żyłka detektywistyczna i próbuje się dowiedzieć, co mogło mężczyznę skłonić do wycofania się z interesu. Zaczyna prywatne, malutkie śledztwo.
Po pewnym czasie nasi bohaterzy spotykają się  w Nowym Yorku, aby dokonać wymiany telefonów. Podczas rozmowy okazuje się, że łączy ich jeszcze postać Alice, dziewczyny, którą Jonathan poznał pół roku po  jej rzekomym zamordowaniu. Jak to możliwe? Przecież Madeline miała dowód na to, że dziewczyna nie żyje.
Oboje postanawiają odnaleźć nastolatkę. Czy im się to uda?
Jak to u Musso bywa, historia jest zagadkowa i zawiła, a zakończenie nieoczekiwane.
Książka trzyma w napięciu i nie puszcza do ostatniej litery.
Kto nie lubi zarywać nocy, niech tą powieść omija szerokim łukiem.

czwartek, 18 grudnia 2014

Złodziejka marzeń

Złodziejka marzeń - Sakowicz Anna   Potrzebujecie pozytywnej energii?
Jeśli tak, to sięgnijcie po "Złodziejkę marzeń". To powieść, która niesie ze sobą jak najbardziej optymistyczne przesłanie, choć nie brak w niej i innych emocji. Niewątpliwie doładowuje akumulatory.
Joanna to samotna matka nastoletniej Lusi, z zawodu nauczycielka. Żyje sobie wraz z córką spokojnie, do czasu gdy ze strony matki pada propozycja nie do odrzucenia. Joanna  razem z Lusią muszą zaopiekować się samotną, niedołężną ciotką.
Chcąc nie chcąc kobieta zamiast spokoju podczas zasłużonego urlopu, pakuje walizki i stawia się u drzwi ciotki, mieszkającej w Starogardzie Gdańskim.
Ciocia okazuje się zażywną starszą panią, wcale nie wymagającą opieki, jednak cieszącą się z towarzystwa młodych osób.
Od tej pory życie Joanny zmienia się całkowicie. Okazuje się, że ma bardzo dużo do zrobienia podczas urlopu. Zaczyna pisać bloga, próbuje spełnić marzenie o napisaniu książki, udziela się charytatywnie w hospicjum dla chorych dzieci, gdzie zjednuje sobie serduszka trzech uroczych dziewczynek.
Dzięki nim udaje jej się stworzyć coś, o czym zawsze marzyła, choć w nieco innej postaci:
"... Mam pomysł na baśń o niezwykłej złodziejce. Takiej, która nie tylko kradnie, lecz podrzuca marzenia.
- Jak Robin Hood?
- Prawie. Tylko zamiast pieniędzy i złota są właśnie marzenia.
- O, to będzie piękna opowieść- westchnęła Szpilka.
- To ta złodziejka jest jak choroba - powiedziała nagle Pati, a dziewczynki spojrzały w jej kierunku.
- Choroba?- zdziwiłam się, bo jednak nie tak sobie wyobrażałam bohaterkę mojej opowieści.
- Tak. Choroba jest jak ta złodziejka, kradnie marzenia, a podrzuca jedno: marzenie o zdrowiu, nie?..."
Anna Sakowicz stworzyła piękną powieść, niby zwykłą, obyczajową, a jednak daleką od banału.
Znajdujemy tu i humor, optymizm, pewną lekkość, jak i smutek, współczucie, zwątpienie.
Autorka pokazuje, że nic nie jest jednoznaczne. Bohaterka natomiast wzbudza wielką sympatię i daje się polubić już od pierwszej strony.
Jest to niewątpliwie przyjemna, ciepła książka na długie, chłodne wieczory.

piątek, 12 grudnia 2014

Nabytki biblioteczne czyli kiedy ja to wszystko przeczytam?

Znacie ten ból, gdy coraz ciekawsze pozycje ukazują się na półkach bibliotek, księgarni, a tymczasem własne półki w domu uginają się pod stosem książek cierpliwie czekających na swoją kolej. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie wróg każdego mola książkowego - czas.
Czasami myślę, że braknie mi życia na wszystko, co chciałabym przeczytać.
A oto co nabyłam w mojej ukochanej bibliotece:
Okładka książki Telefon od anioła  Przystań Julii - Michalak Katarzyna  Podarunek - Mirek Krystyna 


Dolina mgieł i róż - Krawczyk Agnieszka  Okładka książki Białe róże dla Matyldy Okładka książki Papierowa dziewczyna   

Wszystkie piękne i świeże, zachęcają by je wziąć i przeczytać tak jednym tchem. Aż trudno się zdecydować od której zacząć przygodę.
Co byście wybrały na początek?

czwartek, 11 grudnia 2014

Harpia

Okładka książki HarpiaPrzed kilkoma laty zapoznałam się z twórczością pani Noszczyńskiej. "Kufer babki Alicji", "Hormon nieszczęścia"czy "Historia nie Magdaleny" zapadły mi trwale w pamięć.
Teraz przyszła kolej na najnowszą powieść pt."Harpia".
W książce tej poznajemy Adelę, osobę pewną siebie, twardo stąpającą po ziemi, nie angażującą się w bliższe relacje z ludźmi, a z mężczyznami w szczególności.
Jest ona kobietą przedsiębiorczą i prawdziwie niezależną. Prowadzi swój własny biznes; galerię staroci"Strych".
Doskonale sobie radzi kontrolując swoje życie emocjonalne, do czasu, gdy po pierwsze jacyś złoczyńcy szukają w jej sklepiku skarbu, po drugie na jej drodze staje mężczyzna, który jeszcze lepiej od niej potrafi panować nad emocjami., jeszcze sprawniej umie narzucać swoją wolę.
Adela po raz pierwszy w życiu jest przez kogoś zdominowana, zawsze bowiem wybierała mężczyzn z gatunku "mamlasów". No i oczywiście  sytuacja ta sprawia, że zakochuje się z miejsca.
Rzecz jasna nie jest to miłość łatwa, po drodze jest mnóstwo wybojów i turbulencji.
I jak to u autorki bywa nie można narzekać na brak humoru słownego i sytuacyjnego:
"...- Tak słucham - odezwałam się w słuchawkę stacjonarnego. - I zarazem dziękuję, ale nie skorzystam.
- Z czego?- spytał po chwili zaskoczony, męski głos.
- Z prezentacji garnków,elektrycznych kołder samoleczących, ubezpieczenia na życie, zmiany operatora telefonicznego  i ze wszystkiego innego, co zamierza mi pan zaoferować.
- No tak, domyślam się, że pani to wszystko posiada, a z wszelakich usługodawców jest pani bezkrytycznie zadowolona - westchnął zawiedziony.
- Nie posiadam i nie zamierzam posiadać - odparłam.
- Oj szkoda, bo na przykład taka samolecząca kołdra elektryczna...
- Dość tego! - przerwałam kategorycznie - Niczego nie chcę. I do widzenia.
- Ależ chwileczkę!- zaprotestował głos.- Przecież ja pani niczego nie proponowałem!
- Zatem o co chodzi? I kto mówi?
- Komenda dzielnicowa. Przepraszam, że się nie przedstawiłem, ale nie dopuściła mnie pani do słowa.
- Aha... Czego więc komenda sobie życzy?
- Niczego. To znaczy - zreflektował się głos - Chciałbym wiedzieć, czy u pani wszystko w porządku.
- Chciałabym.
- Oj, coś... jest nie tak? - zaciekawił się głos.
- Nie. Tylko komenda to rodzaj żeński, więc powinien pan powiedzieć; chciałabym.
- Chciałabym... tfu! Bardzo proszę panią o powagę, bo sprawa jest poważna.
- wobec tego komisariat. Nie wiem czym się to różni formalnie, ale na pewno płcią  - kontynuowałam uparcie..."

Książkę po prostu się  połyka i to z szerokim uśmiechem na twarzy. To wspaniały rozweselacz, zadziała nawet na największego smutasa.
Polecam.


środa, 3 grudnia 2014

Polskie morderczynie

"Polskie morderczynie" to książka dokumentalna, przedstawiająca historie czternastu kobiet. Kobiet, które wiele dzieli, ale jedno łączy - pobyt w więzieniu i wyrok za zabójstwo.
Skazane, ukazane na kartach powieści dobrowolnie opowiedziały swoje losy, pokazały swój punkt widzenia, zgodziły się na fotografie, które autorka zamieściła w książce.
Są to różne kobiety; jedne pochodzą z dobrych domów, są wykształcone, z wysokim ilorazem inteligencji, drugie wychowane zostały w rodzinach patologicznych, gdzie często dochodziło do przemocy fizycznej lub psychicznej.
Niektóre z nich przez przypadek, najczęściej  za sprawą miłości uwikłały się w środowisko przestępcze.
Morderstwa popełnione przez nie mają rozmaite podłoże, kobietami kierują różne motywy i uczucia.
Często jest to zazdrość, chęć zemsty, nierzadko poczucie krzywdy, chęć uwolnienia się np.od męża tyrana.
O ile morderstwo popełnione w samoobronie, pod wpływem strachu można jakoś zrozumieć to ciężko przyjąć do wiadomości, że ktoś może zabić kogoś  dla kilku złotych.
Część bohaterek powieści nie przyznaje się do winy, uważa się za niewinne, chociaż dowody mówią same za siebie.
Czytając " Polskie morderczynie" musiałam sobie robić częste przerwy. Nie potrafiłam jednym ciągiem poznać wszystkich opowieści. Niejednokrotnie nie mogłam uwierzyć, że tyle agresji tkwi  w często na pozór delikatnych kobietach.
Zbrodnie dokonane były nierzadko w sposób okrutny, budzący odrazę.
Jedna z morderczyń zabijając mężcyznę zamknęła jego zwłoki w wersalce  i spała na niej przez kilka nocy.
Narzędzia zwykle używane przez zabójczynie to  sznurki, młotki, śrubokręty, noże itp. 
Po każdym opisie kobiet autorka zamieściła ich charakterystykę podaną przez psychologa.
Książka porusza trudne tematy i nie każdemu przypadnie do gustu. Niemniej jest ona pozycją niezwykle interesującą i wartą uwagi.
To coś dla czytelników o mocnych nerwach.

sobota, 22 listopada 2014

Jutro

Jutro - Musso Guillaume Większość książek, które ostatnio czytam są autorstwa naszych rodzimych autorów.
Postanowiłam to nieco zmienić i poszukać czegoś ciekawego wśród literatury obcojęzycznej.
Mój wybór padł na powieść francuskiego pisarza Guillume Musso.
Muszę powiedzieć,że decyzja była strzałem w dziesiątkę. Znalazłam prawdziwą perełkę.
Pan Musso za sprawą swej książki "Jutro" skradł moje serce, a właściwie bardziej duszę, wyczuloną na dobrą literaturę.
Na moje szczęście jest on płodnym twórcą i na swoim koncie ma szereg książek, które o zgrozo, zawsze jakoś omijałam obojętnie.
Teraz wiem, że muszę szybko nadrobić zaległości w tej materii.
"Jutro" stanowi prawdziwą mieszankę gatunkową, jest w niej i wielka miłość, śledztwo, tajemnica, intryga, a nawet afera szpiegowska.
Mamy tu dwójkę głównych bohaterów; Emmę, mieszkankę Nowego Yorku oraz wykładowcę  bostońskiej uczelni, Matthew.
Matthew cierpi po śmierci żony, zbliża się pierwsza rocznica jej śmierci. Przy życiu mężczyznę trzyma tylko miłość do czteroletniej córeczki, Emily.
Na garażowej wyprzedaży kupuje używany laptop i do tego momentu jego życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni.
Na dysku laptopa znajduje zdjęcia byłej właścicielki sprzętu.
Na widniejący adres mailowy wysyła do niej wiadomość.
Kobieta jest zdziwiona, nie wystawiała bowiem na sprzedaż swojego laptopa.
Mimo że sprawa jest raczej zagadkowa Matt umawia się z Emmą i jakie jest ich zdumienie, gdy okazuje się, że nie mogą się spotkać, gdyż ona żyje w roku 2010, a on w 2011. Jak to możliwe?
Oboje nie rozumieją tego zjawiska. Jednakże fakt ten powoduje, że w głowie Matthew kiełkuje pewien plan. Da jego wykonanie potrzebuje pomocy Emmy, ale czy kobieta zechce współpracować?
Ona też w całej sytuacji widzi szanse dla siebie, na poprawę swojego życia osobistego.
Co dalej z tego wyniknie? Komu uda się spełnić swoje marzenie? Jakie tajemnice muszą zostać odkryte? I czy trzeba je odkrywać za wszelką cenę?
Autorowi należą się wielkie brawa za fantastyczną wyobraźnię i za cudowne umiejętności przelania jej na papier.
"Jutro" to książka fascynująca, przyciągająca jak magnes.
Myślę, że to taki typ powieści, która spodoba się każdemu, bez względu na preferencje literackie.
Pozostaje mi mieć nadzieję, że inne powieści Guillaume Musso okażą się równie wciągające.
Polecam, to za mało powiedziane. To po prostu trzeba przeczytać.

piątek, 14 listopada 2014

Konkursso Mikołajkowe

Zbliżają się mikołajki i z tej okazji mam dla Was prezent, którym oczywiście jest książka.Lista. Historia zbrodni niedoskonałych... — Magda Bielicka Aby mieć szansę na otrzymanie książki trzeba w komentarzu podać krótką listę książek ( góra 5), jakie uważacie za godne przeczytania, a których ja nie przeczytałam. Osoba która trafi najbardziej  w mój gust czytelniczy otrzyma mikołajkowy prezencik.
Będzie mi miło jeśli info o konkursie zamieścicie na swoim blogu, ale nie jest to warunek konieczny.
Ogłoszenie wyników podam  rzecz jasna 6 grudnia.
Powodzenia i czekam na Wasze propozycje.

PS. książkę wysyłam tylko na krajowe adresy.

ZAPRASZAM

wtorek, 11 listopada 2014

Taniec cieni

Okładka książki Taniec Cieni "Taniec cieni" to debiut literacki Yeleny Black. Mimo iż jest to pierwsza książka autorki nie sposób tego poznać. Mam również nadzieję,że nie jest to pierwsza i ostatnia historia pani Yeleny. Bardzo przypadła mi do gustu.
Bohaterką powieści jest Vanessa Adler, młodziutka dziewczyna, która przyjeżdża da Nowego Yorku, do szkoły baletowej o wysokiej renomie.
jej pobyt w akademii nie wiąże się z miłością do tańca, choć dziewczyna niewątpliwie jest utalentowaną tancerką. Vanessa ma bowiem misję do wykonania, chce odnaleźć siostrę, która zaginęła przed trzema laty, będąc uczennicą właśnie tej placówki.
Vanessa szybko znajduje przyjaciół, czas mija jej szybko na nauce i tańcu.W międzyczasie odkrywa, że jej siostra Margaret nie była jedyną baletnicą, która zaginęła w tajemniczych okolicznościach. Co więcej, wszystkie zaginione były solistkami w wystawianym przedstawieniu.
Taniec, wysiłek towarzyszący temu powoduje, że Vanessa doznaje dziwnych wizji, zatracając się całkowicie na chwilę lub dwie. Nie umyka to uwadze głównych nauczycieli tańca.
Wkrótce, zupełnie niespodziewanie zostaje wytypowana do odegrania głównej roli w balecie "Ognisty Ptak".
Wywołuje to oburzenie i zazdrość wśród starszych uczennic, które spodziewały się zobaczyć w obsadzie swoje własne nazwisko.
W sztuce partneruje Vanessie Zep, przystojny chłopiec, obiekt wielu westchnień. Dla świeżo upieczonej solistki zrywa ze swoją dotychczasową dziewczyną, Anną.
Chłopak jest jednak bardzo tajemniczy, niewiele o sobie mówi, pojawia się i znika, nie odpowiada na telefony. Zapewnia jednak, że liczy się dla niego tylko ona, Vanessa. Ona zaś ufa mu bezgranicznie, chociaż Justin, kolega z klasy przestrzegają przed zbytnim zaangażowaniem w ten związek.
Dziewczyna uważa, że kieruje nim zazdrość i zupełnie nie słucha oszczerstw na temat ukochanego. Czy aby słusznie? Co skrywa jeden i drugi chłopak? Jakie sekrety kryją się jeszcze w szkolnych murach? Czy Vanessie, kolejnej solistce grozi również niebezpieczeństwo?
Książka napisana jest bardzo przystępnym językiem, czyta sie ją ekspresowo. Fabuła wciąga i pochłania czytelnika.
Przez dwa wieczory czułam atmosferę szkoły baletowej, byłam niczym jej uczennica. Przeniosłam się do wspaniałego, choć okraszonego bólem i potem świata tańca.
Może przesadą byłoby stwierdzenie, że książka wywołuje wielkie emocje, ale z pewnością trzyma w napięciu do końca. I do końca nie wiemy jakiego finału tak naprawdę można się spodziewać.



czwartek, 6 listopada 2014

Moje nabytki

Tyle książek   na pólkach. Stos biblioteczny stale powiększany,ale co tam. Musiałam się skusić.
Po bardzo okazyjnych cenach zakupiłam:





Okładka książki Kwiat mroku. Zatraceni       Czarownice z Walwyk - Curtis Peter   Okładka książki Wróżbiarze  
Jak widać ostatnio mam mroczno - magiczne preferencje.
Czytaliście coś z tego? Od czego  zacząć? Skłaniam się ku "Czarownicom..."
Pochwalcie się swoimi nabytkami:)

niedziela, 2 listopada 2014

Powrót na Jabloniowe Wzgórze

Okładka książki Dla Ciebie wszystkoPrzyznam, że ani okładka, jak dla mnie zbyt słodka, ani tytuł nigdy, by mnie nie zachęcił do przeczytania książki. Różowe tło okładki sugeruje zwyczajny romans, tytuł zdaje się tylko to potwierdzać.
Co mnie więc skłoniło do tego, by wziąć powieść w ręce? Oczywiście nazwisko jej autorki. I nie dajcie się zmylić, z całą pewnością nie jest to ani romans, ani zwyczajna opowieść. Jest to natomiast dalszy ciąg losów Ani Kraski, bohaterki "W imię miłości".
Tym razem mamy do czynienia z dorosłą Anią, świeżo upieczoną panią doktor. Przed nią świetnie rozpoczynająca się kariera. Znany neurochirurg zaprasza Anię do Stanów na staż. Dziewczyna jest bardzo podekscytowana i szczęśliwa. Ale jak to często bywa, los lubi trochę namieszać w życiu ludzkim. Tak też stało się i tym razem.
Podczas przejażdżki konnej młoda kobieta znajduje pobitego do nieprzytomności mężczyznę. bez wahania udziela mu pomocy i zabiera do domu.
Odzyskawszy przytomność mężczyzna odmawia wezwania karetki. Lekarka musi poradzić sobie sama.Szybko odkrywa z kim ma do czynienia i dlaczego poszkodowany nie chce jechać po bardziej fachową pomoc.
Pobitym człowiekiem jest bowiem Daniel van der Welt, uciekający przed sprawiedliwością genialny haker. Mimo wszystko Ania pomaga mu jak może , ukrywając niechlubną prawdę przed rodziną.
W międzyczasie wyjeżdża do Gdańska, gdzie jej chłopak stara się załatwić jej angaż w szpitalu swojego ojca.
Tam dziewczyna natyka sie na małego pacjęta z amputowaną nóżką, którego matka porzuciłą w szpitalu.
Jak łatwo się domyślić emocjonalna, wrażliwa kobieta robi wszystko, by chłopcu pomóc.
Wspólnie z szybko wracającym do zdrowia Danielem oraz jego siostrami znajduje sposób na ocalenie czteroletniego Piotrusia.
Czy plan, daleki od zgodności z prawem ma szansę na powodzenie? Czy uda się przywrócić dziecku śmiech na przerażonej, smutnej twarzyczce?
To jest powieść tak pełna emocji, że ktoś kto boi się lub nie lubi płakać podczas czytania, absolutnie  nie powinien jej brać w swoje ręce.
Od pierwszej strony opowiadana przez panią Kasię historia chwyta mocno za serce i właściwie nie puszcza do końca.
W życiu bohaterki dzieje się wiele i niestety wiele złego. Aż trudno uwierzyć, że jedna, drobna istota potrafi znieść tak wiele nieszczęść.
Ania jest jednak niezwykle silna i niezłomna. Stanowić może wzór do naśladowania swoją postawą, szczerością i prostolinijnością. Nie da jej się nie polubić.
Polecam.

niedziela, 26 października 2014

Lokator do wynajęcia

Lokator do wynajęcia - Banach Iwona Jesienne chłody i melancholijna atmosfera tej pory roku skłoniły mnie do poszukiwań książki pełnej ciepła, najlepiej z dużą dawką humoru.
Tak to właśnie odkryłam "Lokatora do wynajęcia" oraz jego autorkę, Iwonę Banach. Nie ulega wątpliwości, że dostałam to, co chciałam. Uśmiech aż do teraz nie schodzi mi z twarzy. Powieść spełniła swoją rolę, zadziałała w stu procentach rozweselająco.
Akcja toczy się w górskiej wsi Zawilec, nieopodal Zakopanego. Mieszkają tam dwie zwariowane staruszki oraz barwni, dość specyficzni mieszkańcy.
Do domu obok wprowadza się Miśka ze swoim kolegą Noldim. Dziewczyna jest wynajętym lokatorem, do jej zadań należy dbanie o dom podczas nieobecności właściciela.
Trudno jednak dbać o to, gdy na terenie posesji co i raz dzieją się niesamowite rzeczy, a sąsiadki robią wszystko, by zniechęcić lokatorkę do siebie, wsi i górskiego folkloru.
W dodatku po krótkim czasie dochodzi do tajemniczego morderstwa. Z Krakowa przyjeżdża podkomisarz, aby znaleźć sprawcę. Lokalna policja bowiem jest spokrewniona praktycznie ze wszystkimi Zawilczanami. Podkomisarz nie jest mile widziany we wsi, staruszki nazywają go dupkiem z Krakowa. Policjant nie robi nic, by zaskarbić sobie przychylność mieszkańców, nie grzeszy inteligencją, co wszyscy świadkowie zdarzenia oraz podejrzani perfidnie wykorzystują:
"... - Czyli pan ją znał?
- No przecież mówię! Moja wykładowczyni od staro-cerkiewno-słowiańskiego. Piła jak cholera!
- Alkoholiczka - skwitował Nowicki z zadowoleniem.
Noldi popatrzył na niego zdziwiony.
- Nic na ten temat nie wiem. Mówię, że piła - powiedział wzruszając ramionami.
- Czyli co?Jak nie alkoholiczka, to co? Pijaczka?
- Pan oszalał?! - Noldi obruszył się naprawdę szczerze. Nie lubił baby, ale nie chciał jej przecież oczerniać.
- No, no! To ja zdecyduję kto tu oszalał - obraził się podkomisarz.
Miśka pomyślała, że to jednak naprawdę dupek.
- Nie. Nie pijaczka, nie alkoholiczka. Piła! Taka do drewna! Albo do metalu! Chodzi o to, że piłowała.
- A jakie to ma znaczenie? - nie zrozumiał policjant.
Piłowała studentów - mruknął Noldi i miał ochotę dodać kilka niecenzuralnych słów na określenie inteligencji podkomisarza, ale się powstrzymał.
- Piła do drewna? Przecież to potworne! Czy ktoś to zgłosił?! - Nowicki wyraźnie nie rozumiał gwary studenckiej, nawet tej niezmiennej od lat..."
Takich scenek w powieści mamy cały szereg, po prostu nie da się być poważnym podczas czytania. Jest to bez wątpienia świetna lektura na poprawę nastroju i chandrę.
Uwielbiam takie poczucie humoru, jakie zaprezentowała tu autorka. Z pewnością sięgnę po inne jej książki.
Szczerze polecam.
Dobra zabawa gwarantowana.


poniedziałek, 13 października 2014

Pochłaniacz

Pochłaniacz - Bonda Katarzyna"...Chciałbym zniknąć.Nie istnieć. Rozpłynąć się w powietrzu jak zapach..."


"Pochłaniacz" to pierwszy tom tetralogii kryminalnej, której bohaterką jest Sasza Załuska. Jest ona profilerką, matką sześcioletniej Karoliny, a także trzeźwą od siedmiu lat alkoholiczką.
W "Pochłaniaczu" zadaniem profilerki jest sporządzenie opisu mordercy piosenkarza Janka Wiśniewskiego alias Igły.
Muzyk ginie z rąk nieznanego sprawcy w klubie muzycznym "Igła", którego jest współwłaścicielem.
W wyniku strzelaniny zostaje ranna także menadżerka klubu, Iza Kozak. Postrzelona kobieta traci pamięć. Oskarżenia jednak uparcie kieruje w stronę barmanki, Łucji Lange.
Sasza nie wierzy menadżerce, bada gruntownie sprawę. Wszystkie drogi prowadzą do przeszłości oraz piosenki "Dziewczyna z północy", którą wykonywał Igła. Nie jest on jednakże autorem hitu i właściwie nikt nie wie kto napisał utwór.
Załuska intuicyjnie czuje, że odkrycie tej osoby spowoduje, że zagadka zostanie rozwiązana.
"... Dziewczyna z północy - piosenka, do której autorstwa nikt nie chce się przyznać, opowiada historię z czasów, kiedy Buli był jeszcze policjantem, choć już na usługach Jerzego Popławskiego, pseudonim "Słoń". Każdy potwierdził, e kryje ona kod. W niej jest wszystko..."
Intuicja profilerki nie zawodzi, Piosenka i jej autor są gwarancją sukcesu.
W sprawę  jak się okazuje zamieszanych jest mnóstwo osób; ksiądz Staroń, duchowny z powołani, pomagający wielu ludziom, słynący z pięknych, szczerych kazań, jego brat bliźniak, niezbyt uczciwy człowiek, nieco na bakier z prawem oraz rzesza ludzi z otoczenia gangstera trzęsącego całym Trójmiastem, "Słonia" .
Jak spośród nich wyselekcjonować sprawcę?
Przed Saszą niełatwe zadanie, tym bardziej,że tak naprawdę nikt spośród podejrzanych nie pasuje bezwarunkowo do stworzonego profilu.
W dodatku kobieta musi się zmagać z osobistymi problemami. Przez swoją pracę zaniedbuje córkę i z tego powodu czyni sobie wyrzuty. Karolina coraz częściej pyta o ojca, a matka nie jest gotowa, by powiedzieć małej prawdę o nim. Na domiar złego Załuska ciągle boryka się z chęcią napicia się. Jej wewnętrzne rozterki powodują, że nie jest ona tylko papierową postacią, ale taką prawdziwą bohaterką z krwi i kości, z ludzkimi odruchami, słabościami.
Powieść wciąga niesamowicie i jak jej tytuł pochłania czytelnika. Im dłużej się czyta, ty bardziej rozpalona jest nasza ciekawość.
Polecam szczerze "Pochłaniacza". To naprawdę kawał świetnej prozy.
Ja czekam już na drugą część cyklu, tym razem poświęconą żywiołowi ziemi, "Okularnik"

piątek, 3 października 2014

oddawajka

Dziś siódma rocznica wydarzenia, które kojarzy mi się z tytułem powieści (urodziny mojej córeczki).
W związku z tym możecie zgłaszać się  po książkę:

Okładka książki To, co najważniejsze Nie jest to książka o w/w urodzinach więc spokojnie:D

Oddawajka trwa od dzisiaj(4.10) do 1 listopada.
Wśród zgłoszeń 1 listopada moja dzisiejsza jubilatka wylosuję szczęśliwca, do którego książeczka pofrunie:)
Wystarczy podać swojego maila i posiadać adres krajowy.
Powodzenia:))))                                                                                                                                                    

wtorek, 23 września 2014

Rud€

 Gogolewska - Domagała Ewa  Rud€"Rud€" to powieść nietuzinkowa, trudna do zaklasyfikowania. Z całą pewnością nie jest to romans, kryminał, thriller, ani tym bardziej zwyczajna obyczajówka.
Akcja rozgrywa się w wielu interesujących miejscach ; Belgii, Tunezji, Polsce i Paryżu.
Bohaterką, tą od której w sumie zaczyna się opowiadana historia to belgijka Clementine, matka dwójki dzieci, młoda wdowa. Za namową przyjaciółki Nicole wybiera się na wycieczkę do Tunezji. Wyjazd ma przyspieszyć gojenie się rany po stracie męża. Istotnie z dala od domu łatwiej przychodzi jej pokonanie bólu i oderwanie się od czarnych myśli.
Żeby zyskać trochę na swobodzie zapisuje kobieta dzieci do arabskiego przedszkola, gdzie są szczęśliwe, jak się jednak okazuje tylko do czasu.Pewnego dnia bowiem zostają uprowadzone przez nieznanych sprawców.
Sprowadzona policja nie wiele może i chce pomóc. Clementine musi działać na własną rękę. Pomaga jej w tym  poznana w hotelu pokojówka, Samira i jej brat.
Trudno sobie wyobrazić te chwile grozy, które jako matka musiała przeżyć ta młoda kobieta.
Na szczęście sprawa szybko kończy się pomyślnie, dzieci znów są pod opieką swej rodzicielki. Nie dla wszystkich jednak jest to zakończenie pozytywne. Samira w związku z całą tą poszukiwawczą akcją traci pracę. Jest to poważny problem, gdyż dziewczyna pochodzi z bardzo biednej rodziny.
W ramach wdzięczności Clementine postanawia zatrudnić byłą pokojówkę jako nianię i wywieźć ją do Europy.
Samira przystaje na to z wielką ochotą. Kobiety szybko się zaprzyjaźniają i chociaż trudno się młodej arabce zaklimatyzować w obcym kraju to pomału staje się europejką. Wiąże się to z wieloma zabawnymi sytuacjami:
"... Ale tu w rzeczywistości wszystko wygląda inaczej, zimno przeraźliwie i nawet domy są wyższe niż w Tunisie i mają takie spadziste dachy! Ciągle mam wrażenie, że z tych dachów zsuną się na mnie te dziwne klockowate narośle.
- Jezus Maria, jakie narośle?- Clementine nie nie mogła zrozumieć.
- No takie sześcianowate!- odezwał się ścisły umysł Samiry.
- Sześciany? A! Kominy pewnie!
Clementine dostała ataku śmiechu...."

Samira jednak bardzo szybko się uczy, staje się niezależna. Będąc w Europie wie, że jest już blisko.Ma bowiem pewną tajemnicę. Nosi ja w sobie od lat i za wszelką cenę chce odnaleźć dwie Polki, które przed laty mieszkały nieopodal hotelu, w którym ona pracowała.
Ukryty głęboko sekret jest bolesny niczym zadra. Dziewczyna nikomu go nie zdradziła.
Dzięki szczęśliwemu splotowi wydarzeń jej misja ma szansę wreszcie na pomyślne zakończenie.
Co to za sekret? Po co Samirze są dwie Polki?
Kto ciekaw niech sięga czym prędzej po "Rud€."
Ewa Gogolewska- Domagała pokazuje nam barwny kawałek świata. Podróż do Tunezji nieco przeraża ze względu na mało zrozumiałą przez europejczyków kulturę, jednak niezwykle fascynuje.
Autorka funduje nam całą paletę emocji; można zarówno uronić łzę jak i pośmiać się z całego serca.
Na dodatek z całych sił kibicuje się młodej Samirze w doprowadzeniu misji do końca.
Niewątpliwie jest to piękna książka, a do tego daleka od banału.
To coś dla wrażliwych czytelników oraz tych, co lubią odrobinę egzotyki w tle.

Książkę otrzymałam do recenzji od portalu Zaczytaj się!

środa, 10 września 2014

Florystka

Okładka książki Florystka  "Florystka" to kolejny kawał świetnej prozy o charakterze kryminalnym.
Tutaj tak jak w poprzednich znanych mi powieściach pani Bondy spotykamy się z Hubertem Meyerem, policyjnym profilerem.
We "Florystce" jednak nie jest on zatrudniony przez policję. W przeszłości bowiem popełnił poważny błąd w profilu sprawcy i odsunął się w cień. Wiedzie więc spokojne życie z dala od miasta i spraw policyjnych. Niespodziewanie jednak dostaje propozycję współpracy stanowiącą jednocześnie szansę na zrehabilitowanie się.
w Białymstoku ginie ośmioletnia dziewczynka, Zosia.
Meyer ma za zadanie sporządzić profil sprawcy, co ma ułatwić schwytanie go nim będzie za późno na ratunek.
Czas goni.
Zadziwiająco sprawa zaginionego dziecka wiąże się z zabójstwem z przed lat. Wówczas zginął chłopiec, Amadeusz.
Jego matka to była harfistka, obecnie zajmująca się kwiatami. Powszechnie uznawana jest za wariatkę, która rozmawia, słyszy swojego nieżyjącego syna. Dodatkowo zadaje sobie ból, tnie nadgarstki, parzy dłonie.
Profiler nie ma łatwego zadania. Współpracuje z początkującą profilerką, Leną Pawłowską, której głównym celem, przynajmniej na początku jest szpiegowanie Huberta i donoszenie na niego do szefa.
W międzyczasie Meyer odkrywa nieprawidłowość  dotyczącą dochodzenia w sprawie śmierci syna florystki.
Czy te dwa śledztwa coś  łączy ze sobą? Czy psychologowi policyjnemu uda się uratować dziewczynkę i powrócić do policyjnego światka w świetle chwały?
Katarzyna Bonda jest prawdziwą mistrzynią gatunku. Jej powieści są dopracowane w każdym szczególe.
"Florystka" urzekła mnie swoim artystycznym kolorytem. Tytułową bohaterkę od początku bardzo polubiłam i jej postać wzbudziła we mnie całą gamę emocji.
Mimo,że książka nie była cienka to przeczytałam ją w ekspresowym tempie i oczywiście czuję, że jeszcze mi mało.
Już z utęsknieniem czekam na kolejna powieść pisarki. I jestem przekonana, że warto czekać. Jakoś tak mam, że każda z czytanych pozycji tej autorki podoba mi się bardziej.




czwartek, 4 września 2014

Zbyt krótkie szczęście

Zbyt krótkie szczęście - Paweł Pollak     "Zbyt krótkie szczęście" to z kolei drugi kryminał Pawła Pollaka, który miałam przyjemność przeczytać. Pierwszym była "Kanalia"i po zapoznaniu się z piórem autora, z miejsca wpisałam go na listę ulubionych pisarzy. Moje oczekiwania wobec "...szczęścia"były duże.
Głównym bohaterem powieści jest komisarz Marek Przygodny, który prowadzi  śledztwo w sprawie zabójstwa dwójki licealistów; Żanety i Patryka.
Młodzi ludzie zostają zastrzeleni na jednym z przystanków autobusowych we Wrocławiu.
Policjant nie jest jedyną osobą, która chce odnaleźć mordercę.
Swoje własne dochodzenie prowadzi także jego bliski znajomy dziennikarz, Jerzy Kuriata.
Panowie jednak nie wspierają się w swoich postępowaniach śledczych. Każdy działa po swojemu, nie chwaląc się wynikami, które nawiasem mówiąc u nich obu są raczej mizerne.
Odkrycie prawdy nie jest łatwe, brak  bowiem świadków przestępstwa, a wszelkie tropy prowadzą do nikąd.
Oczywiście okazuje się, że sprawca jest bliżej niż się wszyscy spodziewają, jednak długo pozostaje w gronie osób najmniej podejrzanych.
Książka pana Pollaka to kolejny dobrze dopracowany kryminał.
Co najbardziej w nim mnie urzekło to postać bezdomnego matematyka, którego Przygodny spotyka przed szkołą zamordowanych zakochanych.
Jego smutna historia porusza i nadaje dodatkowego waloru powieści.
Na łamach książki mamy również do czynienia z kilkoma śmiesznymi sytuacjami, a to za sprawą pobocznych bohaterów; dwóch niezbyt rozgarniętych posterunkowych.
Lektura dzięki temu nabiera ciekawszego kolorytu:
"...- najpierw musimy zatankować- Wójcik pokazał na mocno wychylony w lewo wsaźnik poziomu paliwa.
- Nie musimy.
- Nie pokazuje rezerwy, bo lampka się zepsuła, ale już na pewno jeździmy na rezerwie i to chyba długo.
- Nie o to mi chodzi.
Wojtkiewicz sięgnął do schowka i wyciągnął coś, co przypominało panel radia, ale nim nie było, gdyż ten od początku ich zmiany tkwił we właściwym miejscu, pozwalając na słuchanie wrocławskiej Eski. Chyba, że pojawiały się reklamy, wtedy przełączali na radio ZET.
- Mam zagłuszarkę - powiedział, lekko machając niepanelem, żeby pokazać, o czym mówi.
- Jaką zagłuszarkę?
- Zagłuszarkę sygnału.
- Nic nie rozumiem- przyznał się Wójcik. - Co to jest ta zagłuszarka i co ma do tego, że zaraz zabraknie nam benzyny?
- Samochody nie potrzebują do jeżdżenia benzyny, to wymyślono, żeby samochody dawały dochód też po sprzedaniu.
Wójcik przetrawił tę zaskakującą wiadomość.
- To po co kierowcy kupują benzynę, jak jej nie potrzebują?
- Bo myślą, że potrzebują. Na początku potrzebowali, ale przecież samochód wynaleziono bardzo dawno temu - Wojtkiewicz nie miał pewności, jak dawno,więc wolał  żadnych dat nie podawać - i nie ma siły, żeby przez tyle czasu konstruktorzy nie wymyślili silnika, który może jeździć bez benzyny...
...- A jak ten nowy  silnik nie jest na benzynę, to na co jest?- zainteresował się Wójcik.
- Na nic ..."
Jak łatwo się domyślić tych dwoje daleko za zagłuszarce nie dojechali, ale dostarczyli czytelnikowi wiele radości.
Polecam, szczególnie wielbicielom rodzimych powieści kryminalnych.


Książkę otrzymałam do recenzji od portalu Zaczytaj się!


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Szczęśliwa czy pechowa siódemka?

Okładka książki Siódmy rok          Siódmy rok małżeństwa to podobno rok kryzysowy, najtrudniejszy. tak też jest  i w małżeństwie Adama i Elizy. W ciągu tego pechowego roku zrozumieli, że działają sobie nawzajem na nerwy, ich oczekiwania i sposób na życie diametralnie się różnią.
Wspólnie podejmują więc decyzję o rozstaniu.
Adam cieszy się, że odzyska w końcu wolność, swobodę oraz pozbędzie się kontroli i pretensji ze strony  zaborczej żony.
Eliza rozwód traktuje bardziej jako porażkę, zdaje jednak sobie sprawę, że dalej im razem nie po drodze.
Oboje są przekonani, że to drugie zasługuje na kogoś innego, lepszego.
Opijając rozwód lub bardziej początek nowej drogi życia przypadkowo lądują w tej samej knajpce. Pod wpływem alkoholu zakładają się o to, kto szybciej znajdzie nowego partnera swojej drugiej, byłej połówce.
Choć zakład jest szczeniacki i nieco głupi prowadzi on do ciekawych, a czasem niezwykle zabawnych sytuacji.Co więcej w głowach byłych małżonków rodzą się niespodziewane konkluzje.
Każde z nich  buduje w końcu związek ze swoim potencjalnym ideałem.
Co z tego wyniknie? Czy idealny związek ma szanse na przetrwanie? Czy i tu będzie kryzys?
Książka napisana jest w sposób bardzo przystępny. Pod lekkością stylu jednak kryją się duże emocje, a pod humorem, jakiego w powieści nie brakuje kryje się prawdziwe życie.
Agacie Kołakowskiej udało się stworzyć historię o niebanalnej miłości, która nie przytłaczając chwyta za serce.
Jest to dobra lektura na lato. Mimo, że książka zalicza się bardziej do literatury kobiecej, myślę że nie zaszkodziłoby podrzucić jej swojemu mężczyźnie. Zwłaszcza jeśli ktoś zbliża się do siódmej rocznicy związku.

środa, 13 sierpnia 2014

Oddam:)

Mam do oddania "Morderstwo w zaułku" autorstwa królowej kryminałów.




Okładka książki Morderstwo w zaułku 
Co zrobić, aby dostać książkę?
Oczywiście zgłosić chęci w komentarzu, podać swojego maila oraz wymyślić tytuł kryminału z nazwą miejscowości lub ulicy na której mieszkacie. Odpowiedzi mogą być zabawne lub poważne. Liczy się pomysłowość. tytuł, który najbardziej mi się spodoba- wygrywa. Wyniki ogłoszę 1 września!!
Miłej zabawy.:)
PS.Jedna osoba może wysłać tylko jedno zgłoszenie

wtorek, 12 sierpnia 2014

Porozmawiaj z księżycem

Porozmawiaj z księżycem — Justyna Adamów-Bielkowicz   "Porozmawiaj z księżycem" Justyny Adamów- Bielkowicz to saga rodzinna przedstawiająca losy rodziny Żmudź-Radziwiłłowiczów.
Do książki w pierwszej kolejności zachęciła mnie cudowna okładka, na której widnieje piękny most otoczony jesienną florą.
Powieść jest interesująca, napisana w niecodzienny sposób; kolejne rozdziały stanowią fragmenty z życia codziennego członków rodziny. Autorka opisuje najważniejsze wydarzenia na przestrzeni szesnastu lat.
Głową rodziny jest Juliusz Żmudź-Radziwiłłowicz, mężczyzna nieco oderwany od rzeczywistości, który nie do końca nadąża za życiem rodzinnym. Na ziemię sprowadza go najczęściej żona, Eufrozyna, nowoczesna, konkretna kobieta, posiadająca dystans do siebie i otaczającego ją świata.
Mają oni trzy córki: Helenę, Agatę i Celinę zwaną Ciri oraz syna Karola.
Po sąsiedzku mieszkają ich przyjaciele; były szwagier Eufrozyny, Robert z żoną Anitą i dziećmi: Witkiem, Wandą, Felą i Kamilem.
Obie rodziny wspierają się w trudnych chwilach, cieszą się ze swoich sukcesów. Trochę panuje tam taka idylla, sielski klimat. Nie jest to jednak w żaden sposób przesłodzona sytuacja.Tym bardziej gdy starsi chłopcy; Witek i Karol zaczynają przyprowadzać swoje narzeczone. Obie dziewczyny nie za bardzo przypadają do gustu rodzinie. Atmosfera zdaje się gęstnieć, czasem staje się wręcz nie do zniesienia. Na szczęście domownicy są obdarzeni nie lada poczuciem humoru i potrafią trafnie, z nutą ironii skomentować zachowanie obu narzeczonych.
Pani Adamów-Bielkowicz urzekła mnie swym dowcipem, który aż tryska z kart powieści.
Nie jeden raz moja twarz rozciągała się w szerokim uśmiechu i to praktycznie od pierwszej strony. Naprawdę dawno nie czytałam tak zabawnej książki.
 Ale jeśli ktoś myśli że to tylko komiczna opowieść, jest w wielkim błędzie. W lekturze tej nie brakuje bowiem wzruszających chwil, można więc uronić niejedną łezkę.
Osobiście jestem zachwycona. Z miejsca polubiłam całą familię Radziwiłłowiczów.
Liczę, że autorka, u której zaobserwowałam wielki potencjał stworzy niebawem kolejne dzieło, do którego z największą przyjemnością zajrzę.
A oto próbka humoru słowno-sytuacyjnego:
- Jezus Maria! A co się stało tej dziewczynie?!- Juliusz wygladał na lekko zdruzgotanego.
Dziewczęta parsknęły.
- Tato, to Wioletta - powiedziała,śmiejąc się nadal, Ciri.
- To może jej pomóżmy!Najwyraźniej coś się na nią rzuciło!
- Ten strój kupiła w Barcelonie - wyjaśniła Helena, siląc się na powagę.
- Aha. To wszystko wyjaśnia. Tam pewnie zakładają to na korridę!- sarknął jej ojciec...





                  Książkę otrzymałam do recenzji od portalu
Zaczytaj się

czwartek, 7 sierpnia 2014

Paradoks

Paradoks  "Paradoks" to powieść kryminalna, a właściwie zważywszy na jej gabaryty mini powieść kryminalna. Napisała ją młodziutka debiutantka, Kinga Gebel.
Głównym bohaterem  jest Marek Rudnicki, młody, odnoszący sukcesy adwokat. Jest on właścicielem kancelarii we Wrocławiu, w której zatrudnia aplikanta Bartka.
Pewnego razu, w drodze do pracy znajduje kartkę z rysopisem zaginionego chłopaka, Tomka. Kierując się impulsem zaczyna zabawę w detektywa, za cel stawiając sobie znalezienie nastolatka. Nawiązuje współpracę ze swoim dobrym kolegą, pełniącym obowiązki policjanta i dzięki temu z pierwszej ręki otrzymuje wiadomości oraz potrzebne dane dotyczące  zaginionego młodzieńca.
Do swojego śledztwa werbuje Bartka oraz dziennikarkę zajmującą się sprawą  nagłej śmierci Doroty Rybińskiej, jak się okazuje znajomej mecenasa ze studiów. Policja bada zdarzenie pod kątem samobójstwa, w co nie bardzo wierzy Rudnicki. Uważa bowiem, że Dorota nie była  typem samobójczyni.
Obie sprawy zdają się być ze sobą powiązane.
Znalezienie osiemnastolatka okazje się banalnie proste, a rozmowa z jego ojcem wyjaśnia przyczynę śmierci Rybińskiej.
Książkę czyta się niezwykle szybko. Napisana jest w sposób przystępny, fabuła zaś jest interesjąca, choć dość przewidywalna.
Rozwijając wątki poboczne oraz kreśląc bardziej szczegółowe sylwetki bohaterów, autorka stworzyłaby naprawdę świetny kryminał.
W postaci około stu stronicowej pozostawia pewien niedosyt.Co więcej zauważyłam kilka niedociągnięć. Nie jestem ekspertem od spraw kryminalnych, ale wydaje mi się, że na miejsce zbrodni czy też samobójstwa osoby postronne nie mogą wchodzić, a już na pewno nie mogą niczego dotykać.
Tymczasem nasz mecenas i towarzysząca m dziennikarka, Agata chodzą swobodnie po mieszkaniu Rybińskiej i szukają śladów. Dochodzi nawet do tego, że zabierają z mieszkania męski szalik. Dziennikarka znajduje pamiętnik denatki i czyta jego fragmenty. To nieco zaskakujące.
Zabrakło mi również opisu policyjnych działań. Policja stanowi zaledwie głębokie tło powieści. Przyjmując nawet takie założenie, że te działania są nieudolne, to czytelnikowi należało się kilka zdań wyjaśnienia.
Niemniej nie uważam, by czas spędzony z "Paradoksem" był stracony. Książka, aż prosi się, by powstały inne części o mecenasie Rudnickim. Jeśli takowe powstaną, to chętnie się z nimi zapoznam.



            Książkę tę otrzymałam do recenzji od portalu  Zaczytaj się

Narkomanka


 Christiane F. Życie mimo wszystko

                         Jako nastolatka zaczytywałam się w książkach poruszających problem narkomanii. Kultową powieścią wówczas była "My, dzieci z dworca Zoo", autorstwa Christiane F..Wywarła na mnie szczególne wrażenie. Przeczytałam ją wiele razy. Na podstawach tej opowieści powstał film pod tym samym tytułem i jego też z przyjemnością obejrzałam.
Teraz, gdy jestem już dorosła przez wydawnictwo "Iskry" została wydana książka o dalszych losach niemieckiej narkomanki.Jakże więc mogłabym przejść nad tym faktem obojętnie. Byłam strasznie ciekawa, co kryje się na łamach powieści.
Pięćdziesięcioletnia Christiane pisze o swoich próbach wychodzenia z nałogu, swoim życiu po ukazaniu się jej pierwszej książki. Okazuje się, że sława którą zdobyła przysparza jej bardzo wiele problemów. Jest bardzo uciążliwa, nie ułatwia jej odcięcia się od środowiska narkomanów.        Każda próba zerwania z heroiną kończy się klęską.
Związki, na które się decyduje są kolejną porażką. Wybiera zawsze nieodpowiednich mężczyzn. Najszczęśliwsze chwile Christiane spędza w Grecji, gdzie poznaje i zakochuje się w mężczyźnie o imieniu Panagiotis. Oczywiście on również jest narkomanem. Razem próbują zerwać z nałogiem lecz  w końcu przestają być parą i ich drogi się rozchodzą. Nie zmienia to faktu, że młoda kobieta wówczas czuła się kochana i sama kochała jak nigdy potem.
W ciągu swoich młodzieńczych lat dziewczyna zalicza pobyt w więzieniu, gdzie musi stawić czoło agresywnym więźniarkom i nauczyć się żyć między nimi.
W międzyczasie kobieta zachodzi trzy razy w ciążę. Decyduje się dwie z nich usunąć, trzecią nie udaje jej się mimo chęci donosić.Dopiero jako dojrzała kobieta zostaje matką. Jej syn, Phillip jest dla niej wszystkim. Dzięki niemu staje na nogi, musi walczyć dla niego. Prawdopodobnie udałoby się jej w końcu zakończyć swoją przygodę z narkomanią pomyślnie, gdyby nie to, że dziecko zostaje jej odebrane. Christiane wówczas traci wiarę w cokolwiek, poddaje się, wraca do nałogu. Nie ma sił, by walczyć. Phillip zostaje umieszczony w rodzinie zastępczej. Z matką widuje się raz na dwa tygodnie.
Książka jest bardzo poruszająca. Nie zdawałam sobie sprawy, że z powodu pierwszej powieści, którqa odniosła prawdziwy, olbrzymi sukces życie jej autorki będzie aż tak napiętnowane. Prześladowana i inwigilowana przez cały czas, bez wsparcia rodziny. To musiała być dla młodej dziewczyny prawdziwa gehenna.
Polecam tę powieść wszystkim miłośnikom autobiografii oraz tym, którzy nie boją się uronić łzy.

wtorek, 22 lipca 2014

Zacisze Gosi

Zacisze Gosi  "...Kocha się za nic i mimo wszystko...."


 Za sprawą "Zacisza Gosi" znów przez kilka chwil pobyłam w uroczym Milanówku, gdzie mieszkają Kamila i Małgosia.
Mimo, iż tytuł sugeruje, że to opowieść o Małgorzacie to jednak jest ona równoległą bohaterką razem ze znaną z "Ogrodu Kamili"mieszkanką Sasanki.
Kamila zmaga się nadal z remontem swojej willi, a także z kalectwem Łukasza, swego ukochanego. Po wypadku samochodowym jakiego doznał utracił wzrok. Na domiar złego rodzice mężczyzny obwiniają za wypadek właśnie Kamilę.
Ratunkiem dla niego jest leczenie w szwajcarskiej klinice, którą zgodził się opłacić jego przyjaciel. a zarazem ojciec dziewczyny, Jakub Kiliński.
Czy jednak zagraniczni specjaliści dadzą radę pomóc czy też medycyna w tym przypadku okaże się bezradna?
Jakub Kiliński w drugim tomie serii kwiatowej staje się bohaterem pozytywnym. Dzięki swoim możliwościom i pieniądzom jest w stanie pomóc wielu osobom, co nadzwyczaj chętnie czyni.
Jednakże jak to w niemal każdej powieści bywa, musi pojawić się i czarny charakter. Tu jest nim były mąż Małgosi, Mateusz Wielicki, który straciwszy cały swój majątek podstępem chce pozbawić Gosię domu. Bojąca się ludzi, hałasu i burzy kobieta stanowi łatwy cel.
Czy da radę stawić czoło bezwzględnemu przeciwnikowi? Czy widmo przeszłości i trama trwająca tyle lat rzuci cień na jej i tak pełne bólu życie?
I znów na wysokości zadania staje pan Kiliński.Pomagając uroczej sąsiadce swojej córki zakochuje się w niej, z resztą  z wzajemnością. Miłość uskrzydla oboje, Gosia wreszcie z nadzieją spogląda w przyszłość. Ale czy przewrotny los da jej się długo cieszyć swym szczęściem?
Jak widać w "Zaciszu Gosi" nie jest wcale zacisznie, przeciwnie wiele się dzieje.
Do sąsiadującej z domami przyjaciółek, pustej willi wprowadza się nowa mieszkanka, Julia Stern. Jak się okazuje i ona ma niełatwe do rozwiązania problemy. Jej mąż milioner kupił jej dom, ale sam nie zamierza w nim mieszkać, tak samo jak i ich córka Sandra.
Taj więc Julia skazana jest na samotność. Na szczęście nawiązuje bliższe stosunki z obydwiema sąsiadkami, co stanowi światełko w tunelu jej samotności.
Dalsze jej losy będą przedstawione w trzecim tomie serii "Przystań Julii" i przyznam, że już nie mogę się tego doczekać.
Książkę, jak i inne autorstwa Kasi Michalak pochłonęłam szybciutko i właściwie przez cały okres czytania miałam jedną główną myśl: czy Łukasz odzyska wzrok i jeśli tak to, co się wydarzy takiego, że dozna wstrząsu psychicznego, potrzebnego do pożegnania się z kalectwem.
Koniec powieści jak to często bywa przyniósł mi łzy i przemyślenia dotyczące własnego życia. Nigdy nie wiemy co nam szykuje los. A co przyszykował Gosi, Kamili i Julii? Dowiecie się, jak sięgniecie po "Zacisze Gosi".

środa, 2 lipca 2014

Sprawa Niny Frank

Sprawa Niny Frank - Bonda Katarzyna Kiedyś gdzieś przeczytałam, że prawdziwe, dobre kryminały piszą tylko mężczyźni i  Agatha Christie.Ten kto to napisał z pewnością nie czytał żadnej książki autorstwa Katarzyny Bondy.
Jestem świeżo po lekturze "Sprawy Niny Frank"i ośmielam się twierdzić, że pisarka ma olbrzymi dar do pisania, a do pisania kryminałów w szczególności.
Akcja powieści toczy się wokół śledztwa dotyczącego zabójstwa znanej gwiazdki filmowej. Tropieniem sprawcy zajmuje się kierownik wiejskiego komisariatu policji, Eugeniusz Kula oraz znany profiler, Hubert Meyer.
Sprawa jest o tyle skomplikowana, że aktorka miała liczne sekrety, które ujrzawszy światło dzienne nadawały nowy tok śledztwu. Świat, w którym Nina się obracała jest zakłamany i pełen skandali.
Każdy coś ukrywa, przemilcza.
Mieszkańcy Mielnika, miejscowości w której morderstwo się dokonało spekulują, podejrzewają jeden drugiego, ponieważ jasne jest, że mordercą jest ktoś z ich wioski.
Meyer kreśli bardzo dokładny profil zabójcy i dzięki temu lokalni policjanci mają większe szanse na schwytanie sprawcy. Czy to się uda? Czy morderca trafi w ręce sprawiedliwości? A może sprawa śmierci Niny Frank pozostanie nie wyjaśniona?
Powieść czyta się z ogromnym zainteresowaniem. Napisana jest ona brawurowo.
Przede mną kilka książek tej autorki czeka w kolejce do czytania. Wierzę, że będą one równie dobre, bo lepsze być już nie mogą.
Polecam miłośnikom kryminałów i nie tylko. To arcyciekawa pozycja na letnie wieczory.

środa, 25 czerwca 2014

Dziś jak kiedyś

 









"Dziś jak kiedyś" to kolejna powieść obyczajowa opowiadająca historię kobiety, która przenosi się z wielkiego miasta na prowincję. Temat zdaje się oklepany, ale tym razem w odróżnieniu od innych bohaterek Ola jedzie do Bąszynka, niewielkiego miasteczka z przymusu.
Jej koleżanka znalazła jej tam pracę, a młoda kobieta po niedawnym rozwodzie potrzebuje zacząć wszystko od nowa. Ma być idealnie. Nowa praca ma polegać na kierowaniu winiarnią, co brzmi obiecująco.
Na miejscu okazuje się,że winiarnia to zwykła fabryka tanich win, a jej prezes to wielbiciel owych trunków, stale pijący w pracy i poza nią.
Aleksandra podchodzi do pracy bardzo profesjonalnie, traktuje ją poważnie. Wprowadza potrzebne zmiany. Bąszynek jednak wcale jej się nie podoba i najchętniej uciekłaby z niego jak najszybciej. Jednak poczucie obowiązku każe jej postawić winiarnię na nogi.
Na jej drodze stają trzej mężczyźni; miejscowy podrywacz, przystojny lekarz i przyjaciel szefa, miłośnik jedzenia. Każdy coś od niej chce i opóźnia jej powrót do Warszawy.
Na domiar złego jej pracownik zostaje zamordowany i siłą rzeczy nasza bohaterka jest w centrum wydarzeń.
Ola jest coraz bardziej sfrustrowana. Miejscowi ludzie, plotki, brak kina, teatru i eleganckich restauracji doprowadza ją do szału.
Gdy jednak upragniona szansa na ucieczkę się pojawia kobieta nie jest pewna czy tego chce i potrzebuje.
Co zdecyduje?Czy Bąszynek jest jej przeznaczony? czy da się ponieść uczuciu do poznanego właśnie tu mężczyzny?
Kasiążka należy do tych łatwych i przyjemnych w odbiorze.
Autorka potrafi zainteresować czytelnika. Mimo iż wiele rzeczy było przewidywalnych i takich zbyt optymistycznych, to uważam, że warto przeczytać choćby po top, by oderwać się od problemów dnia codziennego.
Mnie Izabella Frączyk zaciekawiła na tyle, że chętnie sięgnę po inne jej książki. Z przyjemnością.

niedziela, 25 maja 2014

Wszystko przez kota

Nie zabija się czarnego kota
Bonia Wit to właściwie Bożena Witkowska. Położna z wykształcenia, a z zamiłowania pisarka. Jej książka"Nie zabija się czarnego kota"zalicza się do powieści obyczajowych.
Akcja toczy się na Mazurach i  w Poznaniu, miejscach bliskich i kochanych przez autorkę.
Bohaterem powieści jest Piotr, mężczyzna niezależny, nie myślący tak naprawdę o ustatkowaniu się. Z kobietami spotyka się i rozstaje, na koncie ma dużo przygód, romansów. Żadna  nie zagościła w jego życiu na dłużej.
Zawodowo, razem z ojcem prowadzi tartak. Jest zadowolony  z tego co ma, nie chce nic zmieniać. Nie przypuszcza, że wszystko stanie na głowie za sprawą testamentu babci Zofii, jego życie diametralnie się zmieni. Do czego również przyczynie się pewien czarny kot.
Ostatnią wolą babki było, żeby jej jedyny wnuk osiadł  w Gałkowie, zamieszkał w jej domu lub  z domostwa uczynił muzeum bądź skansen. Piotr nie jest zachwycony spadkiem, próbuje obalić testament.
Po drodze na Mazury pod koła samochodu mężczyzny wpada kot. Niestety traci życie, a nasz bohater traci swoje szczęście. Od tej pory nękają go przerażające sny, a na jawie dzieją się przeróżne, niepokojące i niebezpieczne rzeczy.
Odzywa się do niego niezbyt chlubna przeszłość, a co za tym idzie okazuje się, że jest ojcem pięcioletniej dziewczynki.
Piotr na mazurskiej wsi poznaje piękną sąsiadkę babci, która opiekuje się jej domem oraz stara się pilnować, aby ostatnia wola staruszki została wykonana.

Między młodymi ludźmi dochodzi do licznych spięć, a jak wiadomo " kto się czubi ten się lubi". Czy jednak pasują do siebie? Czy romans  albo związek jest możliwy? Każde z nich niesie przecież bagaż własnych, trudnych doświadczeń. A czarny kot gdzieś tam się czai i wszystko może popsuć.
Do książki zachęcił mnie przede wszystkim tytuł. Uwielbiam koty i  spodziewałam się spotkać przynajmniej jednego na łamach powieści.
Historia opowiedziana przez pisarkę jest ciekawa, ale nie porywająca. Miło się czytało, ale bez zatracenia. Wszystko w książce było takie gładkie. Bohater zostaje ojcem i tak po prostu to akceptuje, dziadkowie małej Gabrysi tak bez problemu oddają wnuczkę praktycznie obcemu człowiekowi. Takie to trochę nierealne, mało życiowe. Gdyby chociaż była tu odrobina humoru, to  zdecydowanie książka trafiłaby w mój gust całkowicie.
Niemniej niewątpliwie jest to dobra opowieść na lato. Fajnie jest pobyć na Mazurach choćby tylko za sprawą czytanych zdań.
Jeśli szukacie przyjemnej obyczajówki z mazurskim klimatem w tle, to książka dla Was. Jeśli zaś chcecie doznać głębokich wzruszeń, emocji zmuszających do analizy, to  lepiej  nie bierzcie jej do ręki.




Książkę mogłam przeczytać i zrecenzować  dzięki portalowi   Zaczytaj się

 












niedziela, 18 maja 2014

majowa rozdawajka- wybierajka

Zbliża się Dzień Dziecka, a ponieważ każdy z nas w głębi duszy jest dzieckiem ogłaszam wybierajkę!!!!!!!!!!!
Do wybrania są dwie pozycje:Przebudzenia doktora Sorena - Kempna Magdalena Okładka książki SEVILE. Magia i Miłość           


Aby otrzymać którąś z nich należy zgłosić się w komentarzu, napisać swój e-mail oraz podać tytuł książki, którą chcecie wygrać.
Zwycięzcę wybiorę za pomocą losowania w Dniu Dziecka.
Kto chce taki prezent? Zachęcam do udziału.

Życzę powodzenia:))))

sobota, 17 maja 2014

Podróż w przeszłość

Poza czasem - Monir Alexandra O podróżach w czasie było już wiele pozycji. To temat fascynujący i cieszący się dużą popularnością, zwłaszcza wśród młodzieży.
Przyznaję, że i mnie ta tematyka bardzo interesuje. Przeczytałam kilka powieści dotyczących przemieszczania się w czasoprzestrzeni. Zauważyłam, że żadna z nowo powstałych książek nie dorównuje naszym rodzimym, nie starzejącym się: "Małgosi contra Małgosi" i "Godzinie pąsowej róży".
Sięgnęłam po "Poza czasem" Alexandry Monir i nie tylko nie żałuję, ale też jestem pod wrażeniem.
Połknęłam książkę w dwa wieczory i mam wielki niedosyt, że tak szybko, że to już dotarłam do ostatniej litery.
Lektura ta mimo, iż standardowo opowiada o miłości, bynajmniej nie jest banalna.
Jej bohaterką jest siedemnastolatka, Michele. Dziewczyna mieszka z mamą w słonecznej Kalifornii. Ma ze swą rodzicielką świetny kontakt, są bardziej przyjaciółkami niż matką i córką.
Pewnego ranka jednak świat Michele rozpada się na milion kawałków. W tragicznym wypadku ginie jej mama i osierocona nastolatka musi opuścić swój dom. Ma zamieszkać z dziadkami, których nigdy wcześniej nie poznała. W rzeczach matki znajduje dziwny klucz, jak się okazuje klucz do przeszłości. U dziadków dziewczyna czuje się wyobcowana i  samotna. W ręce wpada jej pamiętnik jednej z przodkiń. Michele za sprawą klucza i pamiętnika rozpoczyna wycieczki w przeszłość. Podczas nich poznaje swoją prababkę, praciotkę oraz Philipa, mężczyznę który od lat pojawia się w jej snach.
Dzięki podróżom wyjaśnia się również zagadka tajemniczego zniknięcia jej ojca.
Od książki bardzo trudno się oderwać.
 Alexandra Monir to początkująca pisarka. Jednak nie łatwo się tego domyślić po lekturze jej debiutanckiej powieści.
Fantastyczny pomysł, ubrany w lekkość i swobodę wypowiedzi powoduje, że chce się więcej i więcej. Mam nadzieję, że wkrótce czytelnicy dostaną  w swoje ręce  kolejne dzieło, które jak jego poprzedniczka przeniesie ich w inny wymiar. Ja czekam na to z niecierpliwością.

























































sobota, 3 maja 2014

Prawie siostry - Maria Ulatowska Moja przygoda czytelnicza z panią Ulatowską rozpoczęła się kilka lat temu od "Sosnowego dziedzictwa" i "Pensjonatu Sosnówka". Od tamtej pory czytam wszystkie książki autorstwa tej pisarki. Jedne podobają mi się bardziej inne nieco mniej. Jednakże wszystkie czyta się miło i przyjemnie. Autorka ma w sobie dużo pozytywnej energii, ciepła, które wyczuwa się w każdym słowie jej powieści.

"Prawie siostry" to historia trzech dziewczyn, bydgoszczanek: Aleksandry, Jolanty i Teodory. Młode kobiety przyjaźnią się od zawsze, są sobie bliższe niż rodzina. Po maturze obiecują sobie spotykać się  w swoim ulubionym miejscu, co pięć lat, piątego września.
Oczywiście w międzyczasie  dochodzi do spotkań i dziewczyny są ze sobą  w stałym kontakcie. Jednak ten piąty dzień września ma być zawsze dniem szczególnym.
Każda z przyjaciółek ma swoje kłopoty, głównie z mężczyznami, ale każda wie, że może liczyć na dwie pozostałe. Ich przyjaźń z niesie wiele, ale czy wszystko? Co okaże się silniejsze miłość czy przyjaźń?

Na łamach tej powieści spotykamy jeszcze jedną bohaterkę, bez której  lektura nie byłaby taka interesująca i przyjemna. Mam na myśli osobę właścicielki bydgoskiego schroniska "Cztery łapy", Weronikę. Teodora nawiązuje z panią Nowaczyńską znajomość za sprawą psiaka, będącego ofiarą wypadku. Znajomość ta szybko przekształca się w coś więcej. Dziewczyny zyskują jeszcze jedną przyjaciółkę, która je wspiera i z racji różnicy wieku również matkuje.
Powieść ta to niby tak zwykła obyczajówka, niesie jednak całkiem spory ładunek emocjonalny.
Ja osobiście w każdej z bohaterek odnalazła cząstkę siebie. Polubiłam je wszystkie razem i każdą z osobna. Każdej kibicowałam w jej zmaganiach z losem.
Jedynym minusem książki, takim bardzo subiektywnym jest to, że z góry wiadomo, iż wszystko się dobrze skończy. Miłośniczki szczęśliwych zakończeń powinny być zachwycone. Zresztą muszę przyznać, że czasem dobrze jest przeczytać: "żyli długo i szczęśliwie."

środa, 5 marca 2014

Wisielec i Księżyc

Okładka książki Wisielec i księżyc "Wisielec i Księżyc" to powieść kryminalna Katarzyny Gacek i Agnieszki Szczepańskiej. Jest to kontynuacja serialu telewizyjnego "Przeznaczenie", do którego obie panie napisały scenariusz.
Bohaterkami książki są dwie kobiety: Anna Sarnowicz, policjantka oraz Małgorzata Trzaskoma, parapsycholog, tarocistka. Jest ona postacią autentyczną, znaną głownie w środowisku wróżbiarskim.
Anna i Małgorzata są przyjaciółkami. Niejedna sprawę kryminalną udało im się wspólnie rozwiązać.
Tym razem mamy do czynienia z morderstwem kobiety, która sprzątała u  tarocistki oraz z porwaniem chłopca, którym się Małgorzata czasowo opiekowała.
czy obie sprawy się ze sobą łączą? I dlaczego tak silne medium jak pani Małgosia nie jest w stanie pomóc w odnalezieniu dziecka?
Anna prowadząc śledztwo w sprawie zabójstwa sprzątaczki równolegle zajmuje się tajemniczym zaginięciem nastolatki, córki znajomego policjanta.
Sytuacja zaczyna ją przytłaczać, nie potrafi znaleźć żadnych wskazówek, do rozwiązania obu spraw jeszcze daleka droga.  Kobieta jest zmęczona fizycznie i psychicznie. Przypomina sobie  śledztwo z przed pół roku, gdy zmagali się z przestępcą posiadającym ezoteryczną moc. Czyżby ten męzczyzna znów rozpoczął swoje krwawe rytuały? Jak to może być możliwe skoro przebywa on przez cały czas w więzieniu?
Powieść ta to lektura na jeden wieczór. Akcja toczy się szybko, a trup ściele się gęsto.
Do sięgnięcia po książkę zachęciły mnie nazwiska autorek. Poprzednie pozycje ich autorstwa bardzo mi odpowiadały. Spodziewałam się więc lekkiej lektury, jakiej teraz potrzebowałam. I w tym aspekcie moje oczekiwania zostały spełnione.
Drugą rzeczą jaka mnie skusiła do przeczytania był tytuł sugerujący, że to kryminał z tarotem w tle. Do tego przekonania też przyczyniła się bohaterka powieści, wróżka. No cóż... tego tarota jak dla mnie było stanowczo za mało. Na całe sto siedemdziesiąt trzy strony Małgorzata tylko raz sięga po karty i właściwie nawet nie robi żadnego rozkładu. To trochę mnie rozczarowało.
Niemniej przede mną następna część cyklu "Moc i Cesarzowa". Liczę, że tu będzie tej ezoteryki trochę więcej i tym samym ubarwi to lekturę i doda jej smaczku.

niedziela, 9 lutego 2014

Automaty- zabawa czy pułapka?

Okładka książki Cześć, mam na imię Michał "Cześć, mam na imię Michał" Michała Krupy to opowieść człowieka, którym zawładnął hazard. To historia wstrząsająca, przerażająca i wywołująca całą gamę uczuć.
Michał to młody mężczyzna. pracuje w branży finansowej, dobrze zarabia, cieszy się poważaniem szefa i klientów. Ma przed sobą  świetlaną przyszłość. Ma też śliczną, kochającą żonę oraz małego synka. Jest też w świetnej komitywie z kumplami, z którymi zna się od lat i na których zawsze może liczyć.
Niejedna osoba mogłaby mu pozazdrościć takiego życia, takich możliwości, perspektyw.
Pewnego razu jednak podczas spotkania z przyjaciółmi w knajpce Tomato Michał po raz pierwszy próbuje grać na automatach. Traktuje to jako ciekawostkę, nowość ponieważ nigdy wcześniej nie miał ochoty ani okazji, by tego spróbować.
Od tamtego razu bywa w Tomato częstszym gościem. Udaje mu się wygrywać. Zabawa wciąga. Rozrywka, która miała być tylko odskocznią od uporządkowanej i nudnej rzeczywistości staje się po mału całym jego życiem. Żona, dom tylko stanowią przeszkodę do euforii, którą czuje grając. wydzielana podczas gry adrenalina to jedyne czego mu trzeba.
Michał musi się ukrywać ze swoją pasją. Kłamie i oszukuje, nie cofa się przed niczym.
Przegrywa coraz więcej pieniędzy, pragnąc się odkuć zapożycza się u przyjaciół, bierze kredyt za kredytem, nie płaci rachunków. praktycznie staje się bankrutem, ale nadal nie widzi problemu.
Tłumaczy sobie: "przecież nic złego się nie stało. Pograłem, odprężyłem się. To tyle. Znalazłem swoją odskocznię i tylko to się liczyło..."
Mężczyzna pogrąża się coraz bardziej. Przerzuca się na kasyno. Pakuje się w kolejne kłopoty, pętla zaciska się; on sam i jego rodzina są w niebezpieczeństwie.
Za zaistniałą sytuację nie wini siebie, to cały świat jest temu winien, kumple, którzy dopominają się spłaty długów, banki, które nie chcą udzielać więcej kredytów, żona ciągle czegoś od niego żądająca.
Ukrywany problem wkrótce wychodzi na jaw, jednak Michał odrzuca każdą pomocną dłoń, wszystkich traktuje jak najgorszych wrogów. Ich pomoc to przecież zamach na jego pasję, na jego ukochaną odskocznię.
Każdy uzależniony człowiek musi sięgnąć dna, by zrozumieć swój problem, musi sam sobie zechcieć pomóc. Gdzie jest dno Michała? Co się jeszcze musi wydarzyć, aby zrozumiał istotę swojego problemu? Czy uda mu się pokonać bestię, jaką jest hazard?
Historia Michała jest bardzo przejmująca. Czytając  targały mną przeróżne uczucia, od współczucia do wielkiej niechęci, a wręcz odrazy. Trudno sobie wyobrazić osobie, która nie ma styczności z uzależnieniem jak pod jego wpływem zmienia się człowiek, jak  wszystko oprócz jego nałogu przestaje się liczyć, jak obojętnieje na potrzeby innych.
Powieść ta podejmuje trudny temat. Mimo tego, czyta się ją bardzo szybko i  z dużym zainteresowaniem.
Myślę,że opowieść Michała może być prawdziwym ostrzeżeniem dla osób, które lubią sobie od czasu do czasu pograć. Zwykła rozrywka może stać się uzależnieniem.
Nie trzeba pić, ćpać czy palić, by stać się osobą uzależnioną. Hazard, mimo iż nie wpływa bezpośrednio na nasze zdrowie niszczy bez litości nasze życie.
Książkę polecam wszystkim, skłania do refleksji.



Powieść miałam możliwość przeczytać i zrecenzować dzięki portalowi


Zaczytaj się










Taka karma czy głupie serce

  Sara jest trzydziestoletnią mieszkanką Madrytu. Ma narzeczonego, Roberta oraz młodszą szaloną siostrę i nie mniej zwariowanych rodziców. J...