czwartek, 11 grudnia 2014

Harpia

Okładka książki HarpiaPrzed kilkoma laty zapoznałam się z twórczością pani Noszczyńskiej. "Kufer babki Alicji", "Hormon nieszczęścia"czy "Historia nie Magdaleny" zapadły mi trwale w pamięć.
Teraz przyszła kolej na najnowszą powieść pt."Harpia".
W książce tej poznajemy Adelę, osobę pewną siebie, twardo stąpającą po ziemi, nie angażującą się w bliższe relacje z ludźmi, a z mężczyznami w szczególności.
Jest ona kobietą przedsiębiorczą i prawdziwie niezależną. Prowadzi swój własny biznes; galerię staroci"Strych".
Doskonale sobie radzi kontrolując swoje życie emocjonalne, do czasu, gdy po pierwsze jacyś złoczyńcy szukają w jej sklepiku skarbu, po drugie na jej drodze staje mężczyzna, który jeszcze lepiej od niej potrafi panować nad emocjami., jeszcze sprawniej umie narzucać swoją wolę.
Adela po raz pierwszy w życiu jest przez kogoś zdominowana, zawsze bowiem wybierała mężczyzn z gatunku "mamlasów". No i oczywiście  sytuacja ta sprawia, że zakochuje się z miejsca.
Rzecz jasna nie jest to miłość łatwa, po drodze jest mnóstwo wybojów i turbulencji.
I jak to u autorki bywa nie można narzekać na brak humoru słownego i sytuacyjnego:
"...- Tak słucham - odezwałam się w słuchawkę stacjonarnego. - I zarazem dziękuję, ale nie skorzystam.
- Z czego?- spytał po chwili zaskoczony, męski głos.
- Z prezentacji garnków,elektrycznych kołder samoleczących, ubezpieczenia na życie, zmiany operatora telefonicznego  i ze wszystkiego innego, co zamierza mi pan zaoferować.
- No tak, domyślam się, że pani to wszystko posiada, a z wszelakich usługodawców jest pani bezkrytycznie zadowolona - westchnął zawiedziony.
- Nie posiadam i nie zamierzam posiadać - odparłam.
- Oj szkoda, bo na przykład taka samolecząca kołdra elektryczna...
- Dość tego! - przerwałam kategorycznie - Niczego nie chcę. I do widzenia.
- Ależ chwileczkę!- zaprotestował głos.- Przecież ja pani niczego nie proponowałem!
- Zatem o co chodzi? I kto mówi?
- Komenda dzielnicowa. Przepraszam, że się nie przedstawiłem, ale nie dopuściła mnie pani do słowa.
- Aha... Czego więc komenda sobie życzy?
- Niczego. To znaczy - zreflektował się głos - Chciałbym wiedzieć, czy u pani wszystko w porządku.
- Chciałabym.
- Oj, coś... jest nie tak? - zaciekawił się głos.
- Nie. Tylko komenda to rodzaj żeński, więc powinien pan powiedzieć; chciałabym.
- Chciałabym... tfu! Bardzo proszę panią o powagę, bo sprawa jest poważna.
- wobec tego komisariat. Nie wiem czym się to różni formalnie, ale na pewno płcią  - kontynuowałam uparcie..."

Książkę po prostu się  połyka i to z szerokim uśmiechem na twarzy. To wspaniały rozweselacz, zadziała nawet na największego smutasa.
Polecam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Taka karma czy głupie serce

  Sara jest trzydziestoletnią mieszkanką Madrytu. Ma narzeczonego, Roberta oraz młodszą szaloną siostrę i nie mniej zwariowanych rodziców. J...