wtorek, 19 marca 2013

Kanalia

okładka Paweł Pollak jest pisarzem i tłumaczem literatury szwedzkiej. Wstyd przyznać, ale nigdy nie zetknęłam się z jego twórczością. "Kanalia" to pierwsza książka tego autora, która wpadła mi w ręce, a oprócz niej zostały już wydane takie powieści jak; "Niepełni", "Między prawem a sprawiedliwością", "Gdzie mól i rdza".
Po przeczytaniu "Kanalii" jestem pewna, że z przyjemnością nadrobię braki dotyczące znajomości z panem Pollakiem i jego utworami.
Powieść, której dotyczy ta recenzja nie jest typowym, zwykłym kryminałem. Jest to kryminał psychologiczny. Oprócz zagadki i tajemniczych śmierci mamy do czynienia   z ludzkim dramatem, dziwnym zachowaniem, oraz prawdziwą patologią. Nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie patologii dotyczącej środowiska lecz także dotyczącej myślenia i zachowania bohaterów.
Pierwsze morderstwo stanowiące zagadkę dla policji to znaleziona w rzece młoda dziewczyna. Do sprawy tej zostają przydzieleni trzej policjanci; inspektor Markowski, komisarz Senik oraz aspirant Lepka. Autor bardzo interesująco opisuje ich sposób pracy, wzajemne relacji i miejsce w szeregu, w policyjnej hierarchii.
Nim sprawa dotycząca  zamordowanej dziewczyny ruszy  tak naprawdę z miejsca, zostaje popełnione  drugie morderstwo. Tym razem ofiarą jest młody narkoman. Jak po nie długim czasie się okazuje jest on bratem wyłowionej z rzeki dziewczyny. Oba  zabójstwa są skrajnie różne, pozornie nic ich nie łączy oprócz więzów krwi obu ofiar.
Jak jest naprawdę? Ilu jest morderców?
Policja bada ślady i pojawia się kolejna denatka, atrakcyjna pani architekt, okrutnie torturowana przed śmiercią.
Czy to ostatnie morderstwo łączy się z pozostałymi? Czy podejrzani, na których ślad trafiła policja są w istocie sprawcami tych okrutnych czynów?
Książka jest napisana w sposób jak najbardziej ciekawy. Bieżące wydarzenia są przeplatane przemyśleniami, wspomnieniami i listami mordercy. Mimo, tego ciężko domyślić się jego tożsamości.
Końcowa część powieści to opowiadanie, spowiedź zabójcy. To, co mówi sprawia, że patrzymy na niego w innym świetle, jego czyny odbieramy inaczej. Już nie jest tylko i wyłącznie człowiekiem, który pozbawił kogoś życia, mamy do czynienia z samotnym, nieszczęśliwym, zawiedzionym na życiu i Bogu mężczyzną. Los ciężko go doświadczył stawiając na jego drodze człowieka pozbawionego uczuć i zasad moralnych. To, że nie umiał przeciwastawić się tej osobie, wyrzucić jej  wporę ze swego życia zapokutowało tymi strasznymi czynami.
Czytając targały mną sprzeczne uczucia. Raz czułam wstręt do mordercy, innym razem znów budził we mnie współczucie i litość.Raz uważałam, że jest po prostu żałosny, drugim  razem że jest zwyczajnie głupi. Nie chodzi zresztą wcale o ocenę jego osoby. Ile ludzi tyle opinii i każdy zapewne sam określi swój stosunek do mordercy. Niemniej uważam, że książka, która wywołuje w nas tak wiele emocji jest książką naprawdę dobrą, której prędko się nie zapomina.
Jeśli macie ochotę sprawdzić, kto  jest prawdziwą kanalią, sięgnijcie po "Kanalię".
To naprawdę kawał niebagatelnego kryminału, kryminału z duszą.

Książka "Kanalia" została udostępniona do recenzji przez portal Zaczytaj się


poniedziałek, 4 marca 2013

magiczne miejsce magiczny czas

Bezimienna                 Hanri Magali to pseudonim literacki pani Haliny Pawłowskiej - Mirga. Do spotkania z "Bezimienną" przyznam szczerze autorka była mi całkowicie nieznana. Także poszukiwania większej ilości danych o pisarce spełzły na niczym i niewiele nowego wniosły w moje skromne życie.Jednym słowem Hanri Magali to osoba bardzo tajemnicza. Pełna tajemnicy jest również i jej ksiązka. W moich rękach znalazła się pierwsza część "Bezimiennej" - "Witoszynek" Nie dotarłam niestety do informacji o dalszym ciągu powieści. Szkoda, ponieważ pierwszy tom całkowicie mnie zauroczył. Z racji tego,że został on wydany zaledwie rok temu istnieje nadzieja,że doczekam się kontynuacji. Oby. Witoszynek to malownicze miasteczko, w którym aż chce się zamieszkać lub chociaż pobyć przez chwilę. Trafia tam piętnastoletnia Zuzanna, dziewczyna z domu dziecka. Zostaje zaadoptowana i pokochana przez małżeństwo Piątkowskich, sympatycznych i pełnych niesamowitego uroku ludzi. Dziewczyna, zakompleksiano, nie wierząca we własne szczęście szybko zadomawia się u nich i chyba po raz pierwszy w życiu czuje się szczęśliwa. W miejscowej szkole znajduje przyjaciół,ale też i wrogów. Z tymi drugimi jak się okazuje potrafi sobie skutecznie poradzić. Wszystko zaczyna się układać pomyślnie, jednak do czasu, gdy dziewczyna nawiązuje kontakt z tajemniczą staruszką z sąsiedztwa, Hortensją. Praktycznie w jednym czasie ma miejsce kilka dziwnych zdarzeń. Zuzanna odkrywa u siebie przedziwne właściwości.Potrafi myślami sprawić , by jej życzenie stało się rzeczywistością, ma zdolności telepatyczne, a także czyta w myślach. Z czasem zacieśniają się więzi z Hortensją i nastolatka dowiaduje się,że staruszka nie jest zwykłą mieszkanką Witoszynka. Również i ona sama nie jest taką ot sobie zwyczajną, niepozorną piętnastolatką.Dziewczyna stara się dowiedzieć kim jest, kim byli jej prawdziwi rodzice i jaką ma misję do spełnienia. Sąsiadka, jej przyjaciel Ignacy oraz zwierzęta Zuzy; pies Misiek i kruk Maciek pomagają jej w odkryciu prawdy. Zuzannę czeka podróż, ważna i niebezpieczna. Czy dziewczyna zdecyduje się pozostawić wszystko,co pokochała w Witoszynku i wyruszy w nieznane? "Bezimienna to książka pełna magii, tajemniczości i magnetyzmu. Czytelnika przyciąga do siebie już piękną , barwna okładką. Treść również nie rozczarowuje.Czyta się szybko i ciężko oderwac się od niej choćby na chwilę. Żałuję,że druga częśc, o nieznanym a właściwie"bezimiennym" tytule jest, póki co niedostępna. Mogę śmiało powiedzieć,że jestem bardzo zaintrygowana dalszymi losami Zuzanny. Książka, mimo iż o nastolatce nie jest przeznaczona tylko dla młodych czytelników. Myslę,że każdy bez względu na wiek odnajdzie w niej przynajmniej odrobinę magii, magii tak potrzebnej, by odciąć się od szarości i zwyczajności życia codziennego.

Stop dla bałaganu

               Michael Bohne jest z wykształcenia lekarzem. Jego specjalnością jest psychiatria i psychoterapia. Jest też trenerem i doradcą. Głównie zajmuje się coachingiem w zakresie występów publicznych. No i oczywiście jest autorem książki „Feng shui dla umysłu”.
Kto z nas nie ma blokad, nie odczuwa lęku przed przyszłością, występami publicznymi, przed krytyką, odrzuceniem czy choćby przed obniżeniem standardu życiowego? Wydaje się, że nie istnieje nikt wolny od tego typu problemów. Każdy człowiek niesie ze sobą bagaż doświadczeń, który mniej lub bardziej wpływa na postrzeganie świata oraz na postrzeganie samego siebie. Ludzki umysł najlepiej zapamiętuje negatywne i pozytywne przeżycia. Zapamiętujemy je mimowolnie i często trudno nam się ich pozbyć, zwłaszcza jeśli chodzi o odczucia negatywne, które zwykle ukrywamy i tym samym ograniczamy naszą przestrzeń. Zdolność odczuwania i postrzegania strachu nie jest problemem. Natomiast ceną jaką płacimy za strach jest ograniczenie naszej wolności. Jest na to rada: trening pozytywnego nastawienia. Przez tydzień należy zwracać uwagę tylko na pozytywne aspekty wszystkich sytuacji jakich doświadczamy.
Autor poradnika pokazuje również jak sobie poradzić z tym, by taki bagaż nie stał się barierą nas ograniczającą. Te bariery Michael Bohne nazywa rupieciami, a ich pozbywanie się – odrupiecaniem. Stworzył instrukcję odrupiecania złożoną z ośmiu kroków:
  1. Skoncentrowanie się na blokadzie, której chcemy się pozbyć
  2. Określenie poziomu negatywnych odczuć w danym momencie, w skali od 0 do 10
  3. Ćwiczenie krzyżujące i styku palców – ćwiczenie to jest dokładnie opisane i przedstawione za pomocą obrazków
  4. Ćwiczenie samoakceptacji
  5. Aktywne odrupiecanie
  6. Chwila wytchnienia – opukiwanie punktu integracyjnego na grzbiecie dłoni (jest załączona odpowiednia ilustracja)
  7. Aktywne odrupiecanie
  8. Jeśli stres znacznie się obniżył możemy przejść do fazy relaksu końcowego, jeżeli nie zmniejszył się poziom stresu trzeba powtórzyć aktywne odrupiecanie i chwilę wytchnienia. Początkowo brzmi to zawile i niejasno, jednak dzięki umieszczonym zdjęciom, na których są pokazane punkty na ciele człowieka do opukiwania staje się to prostsze.
Doktor Bohne podaje również przykładowe afirmacje do powtarzania. Metoda opisana przez psychoterapeutę nie jest trudna i praktycznie każdy może ja wykonywać. Ćwiczenia są całkowicie bezpieczne i podobno skuteczne. Cóż, nie zaszkodzi wypróbować. Ja na pewno rozpocznę działania w tym kierunku. Warto przecież zatroszczyć się o porządek i harmonię w swojej własnej głowie, podnieść swoją samoocenę, pozbyć się zahamowań oraz poprawić swoje relacje i związki z otoczeniem. W książce tej oprócz ćwiczeń i ich opisu są przedstawione ciekawe przypadki ludzi, ich problemy i sposoby ich pozbywania się, radzenia sobie w trudnych sytuacjach.To sprawia, że nie odbieramy poradnika jako tylko i wyłącznie podręcznika naukowego. Staje się przez to przystępniejszy.
Książka ta jest egzemplarzem recenzenckim od  portalu Zaczytajsie

Polskie Salem

    Lilith Olga Rudnicka to młodziutka pisarka. Mimo swojego wieku jest autorką kilku naprawdę interesujących, osadzonych w polskich realiach kryminałów, m.in ; „Martwe jezioro”, „Zacisze 13″, „Czy ten rudy kot to pies?”.
Tym razem autorka przenosi nas do małego, malowniczego miasteczka, gdzie para bohaterów: architekt Piotr i jego ciężarna żona Lidka przeprowadzają się. Przeprowadzka jest dość niespodziewana, tak jak i spadek po nieznanym stryju Piotra. Małżeństwo skuszone pięknem odziedziczonego dworku wprowadza się więc do Lipniowa. Na pozór miasteczko niczym nie różni się od innych. To jednak pozory. Okazuje się, że dworek przed laty należał do hrabiostwa Lipniowskich. Anastazja Lipniowska zaś jak głosi legenda oddała duszę diabłu i zamordowała swoje nowo narodzone dziecko oraz swojego męża. Za ten czyn została potraktowana jak czarownica, została spalona na stosie.
Mieszkańcy miasteczka wykorzystuję legendę,aby przyciągnąć turystów.Jak sie okazuje czynią to naprawdę skutecznie. Organizują imprezy związane ze świętami wiccańskimi, sprzedają magiczne pamiątki;talizmany,amulety, figurki.
Lidka w nowym domu nie czuje się dobrze. Wielkość dworku ją przytłacza, dręczą ją bardzo realistyczne, mroczne sny. Swoje samopoczucie tłumaczy ciążą, lecz czy naprawdę wyjaśnienie jest takie proste?
Jej mąż Piotr także zaczyna się dziwnie zachowywać, staje sie opryskliwy,zamyka sie na całe dnie i noce w swoim gabinecie, ginie gdzieś jego cała czułość i troskliwość wobec żony i nienarodzonego dziecka.
Lidka zaprzyjaźnia się z właścicielką miejscowej księgarni, Edytą. Obie kobiety są w podobnym wieku, szybko odnajdują wspólny język.
Po pewnym czasie w miasteczku pojawia się mężczyzna szukający swojej nastoletniej córki, uciekinierki. Ślady zaprowadziły go do Lipniowa i tu się urwały. Nikt oprócz Edyty nie stara się nawet mu pomóc.
Od tego momentu w miasteczku i okolicach zaczynają ginąć młodziutkie, filigranowe blondynki z niebieskimi oczami. Trup ściele się gęsto.
Zagadkę zaginięć i tajemniczych morderstw stara się rozwiązać właśnie Edyta, która ma swój sekret związany ze śmiercią jej matki. Dziewczyna ma przypuszczenia,że te dwie sprawy łączą się ze sobą. W wyjaśnieniu tego pomaga jej policjant Michał Nawrocki i nowa przyjaciółka , Lidka.
Jak widać fabuła jest niezwykle ciekawa i na pierwszy rzut oka zawiła.
Całość czyta się naprawdę z zapartym tchem.
Znając wcześniejsze książki pani Rudnickiej mniej więcej wiedziałam czego się spodziewać. Jak zwykle nie zawiodłam się. Bardzo podobało mi się to,że pisarka skusiła się wpleść do fabuły wątki okultystyczne. To dodało powieści barwy, tajemniczości i magii. Sprawiło, że kryminał stał się mniej typowy.
Wszystkim miłośnikom Olgi Rudnickiej polecam tę pozycję – nie rozczarujecie się. Tych natomiast, którzy nie zetknęli się wcześniej z twórczością tej pani serdecznie zachęcam do sięgnięcia po książeczkę. Naprawdę warto.
Ja osobiście byłam, jestem i będę wierną fanką autorki. Oby wena i pomysły nigdy jej nie opuściły.

Trzy Mojry

Trzy boginie 

Nory Roberts chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Jest ona bowiem autorką około 200 książek. Wiele z nich trafiło na listy bestsellerów New York Timesa.
Powieść, po którą sięgnęłam to "Trzy boginie". Tytułowe boginie to znane z mitologii Mojry; Kloto, Lachesis i Atropos.
Ich malutkie posążki wzbudzają wiele emocji; od zachwytu, poprzez chęć ich posiadania, aż do krwiożerczej chciwości. Wszystkie trzy, razem stanowią niesamowity kąsek dla kolekcjonerów. Ich cena jest iście bajońska.
Akcja powieści rozpoczyna się od zatonięcia statku "Lusitania". Na statku w momencie nieszczęścia znajduje się pewien majętny człowiek, którego przed samym zatonięciem okrada drobny złodziejaszek. Jego łupem pada m.in. Figurka Kloto.
Z wraku statku ratuje się niewielu pasażerów. Wśród nich jest nasz złodziej, który zyskawszy drugą szansę od losu obiecuje sobie poprawę. Zaczyna swoją obietnicę wcielać w życie właściwie od razu, ratując z tonącej "Lusitanii" kobietę z dzieckiem. Jego życie istotnie zmienia się nie do poznania. Zakłada rodzinę, wiedzie zwyczajne, już uczciwe życie. Skradziona figurka zaś przechodzi do rąk jego potomstwa. Nikt przez wiele lat nie zdaje sobie sprawy z wartości posążku.
Powieść nie byłaby aż tak bardzo fascynująca i absorbująca gdyby nie czarny charakter; Anita Gaye, bogata wdowa po handlarzu antyków. Jest ona bardzo przebiegła i jeszcze bardziej zachłanna. Nie cofnie się przed niczym, nawet morderstwem, by dostać to, czego chce. A właśnie chce dostać trzy boginie. Podstępem wykrada figurkę Kloto Malachiemu Sullivanowi, praprawnukowi z "Lusitanii".
Malachi wraz z bratem Gideonem oraz siostrą Rebeccą nie spoczną póki nie utrą nosa chciwej wdowie. Starają się wpaść na trop dwóch pozostałych mojr, co ja k łatwo się domyślić po wielu perypetiach się im udaje. Przy okazji nawiązują ciekawe znajomości i mają szansę odwiedzić Czechy i Nowy York. Co więcej w nowo poznanych osobach odnajdują miłość swojego życia. Oprócz miłości łączy ich przyjaźń, lojalność i oczywiście chęć zemsty na pazernej Anicie.
Powieść Nory Roberts jest interesująca pod wieloma względami. Autorka jak mało, który pisarz potrafi połączyć sensację, romans i przygodę. Całość napisana jest niewątpliwie z pasją i rozmachem. Na pewno jest to jedna z lepszych książek Roberts, z jakimi miałam kontakt. Mniej więcej od połowy tomu ciężko mi było oderwać się od czytanej treści. Trzyma w napięciu – to pewne. Na minus powieści natomiast wpływa to, że wątek miłosny jest nakreślony w sposób banalny, przewidywalny i za bardzo ckliwy. Nie lubię zakończeń typu: ...i wszyscy żyli długo i szczęśliwie...
Pomijając tę kwestię powieść oceniam dość wysoko. Warto się z nią zapoznać przypominając sobie jednocześnie mit o boginiach, które przędą, odmierzają i ucinają linię życia. Zmusza nas to do refleksji nad własnym losem.
" Sami przędziemy swój los, dobry lub zły i zawsze nieodwołalny. Każdy najmniejszy postępek, prawy lub bezprawy pozostawia po sobie bliznę, wcale nie tak małą."

prywatne śledztwo starszej pani

  Starsza Pani w Holandii Klara S. Meralda to pseudonim Olgi Zapolskiej – Tomkiewicz. Tajemnicza to pani. Nie wiele wiadomości udało mi się o niej odnaleźć. Na koncie autorki widnieje pięć pozycji, sądząc po tytułach są to powieści kryminalne. "Starsza pani w Holandii" jest jedną z nich. Jest to lekturka lekka, zabawna,napisana z polotem i niebanalnym humorem. Niestety nie jest tak w całości. Początek zapowiadał się kapitalnie,ale w miarę czytania humor i komiczne sytuacje zaczęły zanikać.
Bohaterką powieści jest pani w sile wieku, bynajmniej nie starsza. Nie wiadomo jak ma na imię, na łamach książki nie padają jej bliższe dane.Przez syna i synową jest nazywana Chatkiem, co stanowi skrót od Puchatka. Rzecz dzieje się w latach 80-tych, W Polsce pustki w sklepach, w urzędach niemili urzędnicy. Nasza bohaterka na zaproszenie syna Wojtka wyjeżdża do Holandii, gdzie on przebywa na stypendium naukowym.
Już w pociągu, w którym odbywa swą podróż kobieta spotyka ciekawe osoby. Osoby te wraz z końcem podróży nie znikną z jej życia lecz będą się w nim dość często pojawiać i to w najprzedziwniejszych okolicznościach.
Zaraz po przyjeździe do domu syna "starsza pani" jest świadkiem dziwnego włamania. Co z tym wszystkim ma wspólnego czapka z ogonem lisa pozostawiona przez pasażerkę pociągu?Kim jest niezwykle uczynny,ale trochę natarczywy mężczyzna spotkany w sklepie? I czego od niej tak naprawdę chce?
Bohaterka powieści zaczyna swoje prywatne śledztwo, w którym prawie każdy jest podejrzany.Jednocześnie ona sama jest główną podejrzaną dla pewnego mężczyzny, który obserwuje ją od momentu przybycia do Holandii.
O ile książka początkowo zapowiadała się interesująco, to wraz z dalszym zagłębianiem się w lekturę nieco irytowała. Pod koniec zaś trąciła już nudą. Książka nie jest obszerna, można się pokusić o przeczytanie nie martwiąc się o stratę czasu. Za początek postawiłabym 5, za koniec naciągane 3.

niedziela, 3 marca 2013

Natalii 5

   Z przyjemnością sięgnęłam po kolejną książkę mojej ulubionej pisarki, Olgi Rudnickiej. Do lektury oprócz nazwiska autorki przyciągnęła mnie także piękna okładka z niezwykłą, tajemniczą posiadłością oraz subtelną twarzą kobiety ponad nią.
Wcześniejsza twórczość pani Rudnickiej bardzo mi odpowiadała.Wszystkie książki trafiły w stu procentach w mój czytelniczy gust. Sięgając po "Natalii 5" spodziewałam się tego samego. I cóż?
Otóż ta powieść przeszła moje najśmielsze oczekiwania. To prawdziwy majstersztyk. Wciąga od pierwszej strony. Jest niesamowita pod każdym względem. Oprócz stałego wątku kryminalnego i zagmatwanej sytuacji bohaterów tym razem odnajdujemy również i sporą dawkę humoru. Mamy tu pięć kobiet, głównych bohaterek. Każda z nich jest inna, każda jest kobietą z charakterem, każda jest wielką indywidualnością. Różnią się od siebie tak bardzo jak to jest tylko możliwe. Bardzo niewiele je łączy. Niemniej są to rzeczy dość istotne; mają wspólne imię, wspólne nazwisko i wspólny spadek. Co więcej, muszą działać razem, wspólnie, a nie da się ukryć, że nie darzą się zbytnią sympatią. Razem, jak się okazuje stanowią mieszankę iście wybuchową, o czym szczególnie przekonują się panowie policjanci, prowadzący śledztwo w sprawie zagadkowej śmierci ich ojca.
Dziewczyny utrudniają pracę policji, nie tyle nawet celowo, co przypadkiem, niemniej stwarza to sporo trudnych do rozwiązania sytuacji. Przy okazji zamieszania spowodowanego przez różne niedomówienia, krętactwa wszystkich pań powstaje wiele arcyzabawnych zdarzeń. Kobiety starają się w tajemnicy przed wszystkimi odnaleźć ukryty przez ojca "skarb". W tym celu nie wahają się nawet wykopać dziury w środku kuchni, ani wejść do grobowca. Kłamią, kręcą i pakują się wciąż w nowe kłopoty. W ich towarzystwie nie sposób się nudzić. Podobnie jest z całą książką, nudną nie można jej nazwać. Powieść jest całkowicie rewelacyjna. Dawno nie czytałam czegoś tak kapitalnego, dawno nie czytałam z takimi wypiekami na twarzy i dawno nie śmiałam się tak głośno nad czytanym tekstem.
Na dziesięć gwiazdek przyznaję piętnaście. Zdecydowanie polecam.

Willa

        Willa     To moje pierwsze spotkanie z panią Magdaleną Zimniak i oczywiście nie ostatnie, a to dlatego, że znów udało mi się odkryć książkę, która na długo zagości w mojej pamięci.
Willa to powieść psychologiczna. Jej bohaterką jest Marzena Rościcka. Poznajemy ją w momencie przeprowadzki do pięknej willi na warszawskim Żoliborzu. W nowym domu zamieszka ze swoim mężem, Arturem, znanym pisarzem i wykładowcą na uczelni. Z pozoru tworzą udaną, szczęśliwą parę, ale tuż po przeprowadzce dochodzi do dziwnych zjawisk i jeszcze dziwniejszych, okrutnych zachowań Artura.
Marzena doświadcza wizji, bardzo realnych halucynacji, snów dotyczących wcześniejszych mieszkańców willi. Kobieta stara się dociec kim oni byli, jakie były ich losy i co takiego się stało przed laty,że do obecnej chwili w domu czuć ich obecność. W tym celu nawiązuje kontakt z synem byłego właściciela, który odkrywa rąbek tajemnicy.
W Arturze natomiast atmosfera domu wyzwala agresję w stosunku do żony; bije ja, zamyka w piwnicy. Sam nie rozumie swojego postępowania. Kocha żonę , taką chorą, toksyczną miłością.Traktuje ją jak swoją własność, kontroluje jej korespondencję, przegląda telefon, zabrania kontaktów z ludźmi, których on nie zna. Z czystym wyrachowaniem wykorzystuje słabość i uległość nadal zakochanej w nim kobiety. Kobiety wychowanej częściowo przez dom dziecka, a częściowo przez surowych rodziców adopcyjnych. Kobiety, która przez całe życie dążyła tylko do tego by zadowolić innych, zapominając całkowicie o sobie i swoich potrzebach.
Czy to małżeństwo ma szansę na przetrwanie, czy Marzena przerwie to mężowskie zniewolenie?I najważniejsze pytanie; kim jest kobieta zamieszkująca dom przed Rościckimi? W rękach Marzeny leży nie tylko własny los, lecz także odkrycie tajemnicy domu i tajemnicy własnego pochodzenia. Czy jej się to uda?
Książka jest niewątpliwie pochłaniaczem czasu. Czasu, którego nie żal i którego na pewno czytelnik nie zmarnuje zagłębiając się w karty powieści i psychikę głównej bohaterki. Mimo, iż postać Marzeny czasem irytuje, jej zachowanie i oddanie wobec męża terrorysty wydaje się głupie to i tak nie sposób ominąć choćby zdania.Co istotniejsze, do końca nie wiadomo jakie będzie zakończenie, czy wszystko pójdzie dobrze czy też przeciwnie. To niewątpliwie poruszająca i zmuszająca do refleksji powieść. Wielkie brawa dla autorki, która wykazała się niesamowitą znajomością kobiecej psychiki i jednocześnie potrafiła tak pięknie ubrać ja w słowa. Nie polecam, tę książkę po prostu TRZEBA przeczytać.

Jeden miesiąc, wile zdarzeń

   
Marcowe Fiołki
             Sara Jio to autorka mi osobiście nieznana. "Marcowe fiołki" uznałam za jej debiut literacki, jak się okazuje słusznie. To jej pierwsza powieść. I zarazem pierwsza z jaką przyszło mi się zmierzyć. Szukając wiadomości o autorce odkryłam jeszcze dwa tytuły opatrzone jej nazwiskiem:"Dom na plaży" i "Jeżynowa zima" Kto wie, może i z nimi nawiążę bliższy kontakt?
"Marcowe fiołki"to historia Emily, pisarki, autorki bestsellera. Poznajemy ją w momencie gdy mężczyzna jej życia zostawia ją dla innej kobiety. Zrozpaczona nie potrafi się z tego otrząsnąć. Jej życie przypomina wegetację, cierpi na tym również jej twórczość literacka. Za namową przyjaciółki postanawia wyjechać na wyspę Bainbridge, do swojej ciotki Bee. Kobiety dawno się nie widziały lecz z wielką sympatią wspominają czasy, gdy Emily była częstym gościem na wyspie.
Przyjazd na Bainbridge obfituje w wiele niespodzianek. Emily spotyka swoją dawną miłość oraz mężczyznę, który bardzo jej się podoba i ją intryguje.Nagle okazuje się ,że jest rozrywana towarzysko, co by nie powiedzieć dziewczyna na pewno nie czuje się samotna. Zapomina praktycznie o swoim niewiernym mężu.
W pokoju, który ciotka dla niej przeznaczyła czeka na Emily jeszcze jedna niespodzianka. Kobieta znajduje pamiętnik tajemniczej Esther. W miarę czytania w jej głowie powstaje mnóstwo pytań. Niestety nikt nie chce udzielić na nie odpowiedzi. Zaintrygowana pamiętnikiem postanawia rozwiązać tę zagadkę, która jak się okazuje jest skrzętnie ukrywana, wielką rodzinną tajemnicą. Nagle młoda kobieta zaczyna rozumieć postępowanie swojej matki i ich wzajemne, chłodne i napięte stosunki. Jasne też się staje wrogie nastawienie Bee do Jacka, z którym Emily się zaczęła spotykać.
Czy odkryje całą prawdę o autorce pamiętnika, czy dowie się kim była i jakie były jej dalsze losy? I jaką rolę, ona sama ma do odegrania w tej historii?
Mimo ciekawego pomysłu na fabułę powieści i przystępnego stylu pisania Sara Jio i jej fiołki mnie nie porwały. Może historia była zbyt nierealna, by w nią uwierzyć, może losy bohaterów zbyt nieprawdziwe? Tak czy owak książka jest raczej średnio ciekawa, chwilami nawet nudna.Można przeczytać, gdy nic ciekawszego nie znajdziemy na naszej czytelniczej półce. Na moje uznanie zasługuje najbardziej okładka, przedstawiająca postać pięknej, zamyślonej, rozmarzonej dziewczyny.
Mam nadzieję,że inne powieści autorki będą bardziej zajmujące.W końcu nie każdy debiut pisarski musi być udany.

sobota, 2 marca 2013

Klasztor

Klasztor  
Panos Karnezis to pochodzący z Grecji pisarz.W Polsce jest znany jako autor "Urodzin" i właśnie "Klasztoru". To moje pierwsze spotkanie z jego twórczością.
"Klasztor " to powieść, która przenosi nas w świat mało znany przeciętnemu czytelnikowi. Poznajemy w nim pięć sióstr zakonnych i ich matkę przełożoną. Ważną rolę odgrywa również biskup, opiekun klasztoru. Życie zakonnic wypełnione jest głównie pracą i modlitwą. Zmienia się ono diametralnie za sprawą dziecka, które pojawia się w klasztorze zupełnie niespodziewanie.
Klasztor Matki Boskiej Miłosiernej jest oazą spokoju, z dala od wszelkiej cywilizacji. Jest położony w pięknym, urokliwym miejscu wśród gór, oddalonym o kilka godzin jazdy od najbliższego miasta.
Pojawienie się niemowlęcia zmienia to miejsce, burzy spokój, zakłóca poukładane życie sióstr. Różne są też reakcje i zachowania zakonnic w stosunku do małego chłopca. Prawdziwym zaskoczeniem, a dla niektórych prawdziwym szokiem jest decyzja matki przełożonej o zatrzymaniu dziecka w klasztorze. Matka przełożona dostrzega w pojawieniu sie malca rękę Boga, prawdziwy cud, wymodlony akt przebaczenia, o który prosiła przez wiele lat. W jej pamięci wciąż tkwi poczucie winy z powodu strasznego grzechu popełnionego w młodości. Miłość do dziecka zdaje sie jej przesłaniać cały świat. Nie wszystkim się to podoba. Nie wszyscy to akceptują. Wśród kobiet powstaje przypuszczenie, że ich przełożoną opętał szatan. Zaczyna robić się nieprzyjemnie, pojawiają się spiski, knowania i donosy, w których wiedzie prym siostra Ana. Jest to osoba o niespełnionych, wielkich ambicjach i równie wielkiej niechęci do matki przełożonej. Gdy przypadkiem trafia na krwawe znalezisko utwierdza się w przekonaniu, że klastor jest miejscem nawiedzonym przez Złego. Nie ustaje wiec w działaniach, aby pozbyć się wszechobecnego, jak jej się zdaje diabła. Zdeterminowana, wytężając wszystkie zmysły odkrywa jeszcze jedną tajemnicę związaną bezpośrednio z niemowlęciem.
Sytuacja zagęszcza się, w powietrzu wisi nieszczęście.
Karnezis świetnie buduje napięcie, posługuje się łatwym w odbiorze stylem. Bohaterki przedstawia w sposób żywy i dokładny, malując barwnie ich charaktery. Każda z sióstr jest inna, każda prawdziwa w swojej postawie życiowej.
Książkę czyta się szybko, pod jej koniec nie sposób odłożyć czytanie choćby na chwilę. Po prostu trzeba koniecznie szybko sprawdzić czy nasze przypuszczenia dotyczące zdarzeń pokryją się z wizją autora.
Mimo, iż domyśliłam się zakończenia, lektura ta nie rozczarowała mnie. Miło było zgłębić się w psychikę kobiet, które poświęciły swoje życie Bogu, ich uczucia, spróbować zrozumieć ich zachowania.To powieść niewątpliwie interesująca i napisana w przystępny sposób. Myślę,że to moje pierwsze, ale nie ostatnie spotkanie z panem Karnezisem.
"Klasztor" to egzemplarz recenzencki otrzymany od serwisu nakanapie.pl

Żona dyplomaty

Żona Dyplomaty   "Żona Dyplomaty" to druga powieść Pam Jenoff. Pierwsza książka to przetłumaczona na wiele języków "Dziewczyna komendanta". Zapewne zachęcona wielkim entuzjazmem wśród odbiorców i krytyków autorka podjęła się stworzenia kontynuacji swojego dzieła.
W obu powieściach jest poruszona podobna tematyka, dotycząca II wojny światowej, trudnych wyborów oraz rzecz jasna wielkiej miłości.
Główna bohaterka "Żony Dyplomaty" to Marta przyjaciółka Emmy, którą czytelnicy poznali w poprzedniej książce. Miejsce, w którym akcja się rozpoczyna to nazistowskie więzienie, do którego dziewczyna zostaje wtrącona, torturowana i maltretowana. U kresu wytrzymałości i w ostatniej chwili zostaje uratowana przez amerykańskiego żołnierza, Paula. Ich spotkanie bynajmniej nie jest ostatnim. Spotykają się powtórnie w alianckim obozie, gdzie Marta powraca do zdrowia. Oczywiście znajomość ta przeradza się w coś więcej niż tylko wdzięczność za ocalenie życia. Budzącą się do życia miłość burzy niestety okrutny los. Marta traci Paula z oczu i jest zmuszona wyjechać do Anglii. Podejmuje pracę w ministerstwie spraw zagranicznych i wychodzi za mąż za Simona, wysoko postawionego urzędnika ministerstwa. Nie łączy ich miłość. Marta jest jednak wobec męża lojalna i przywiązana. Wraz z przyjściem na świat córeczki tworzy przykładną rodzinę, w której jedynie brak jest ciepła i uczucia.
Młoda kobieta pracując u boku męża pragnie przyjść z pomocą brytyjskiemu wywiadowi i wyrusza w niebezpieczną wyprawę do Pragi. Nie waha się narazić swojego życia, aby odnaleźć człowieka, który jest brytyjskiemu ministerstwu potrzebny do walki z komunizmem. Z opresji na jakie napotyka odważna dziewczyna ratuje ją tajemniczy mężczyzna. Ramię w ramię pracują , by osiągnąć jak się okazuje wspólny cel. Kim jest ten człowiek? Czego tak naprawdę chce od Marty? Czy połączy ich prawdziwe uczucie?Tego nie zdradzę, powiem jedynie, że autorka potrafi zaskoczyć i trzymać w napięciu. Książka jest napisana lekkim, przystępnym stylem, który pozwala na szybkie czytanie.Niektóre sytuacje przedstawione są nieprawdopodobne, inne zaś zbyt przewidywalne i pewnie troszeczkę zniesmaczą wytrawnego czytelnika. Niemniej przyznam, że kilkakrotnie pisarce udało się mnie całkowicie zmylić i pewnych rzeczy nie byłam w stanie się domyślić. Zachęcam do sięgnięcia po "Żonę Dyplomaty". Spędzony z nią czas nie będzie zmarnowany

Jak ogień i woda

   Cate Tiernan to autorka o niezwykłej wyobraźni i prawdziwym darem do czarów; czaruje nim nie tylko nastolatki, dla których tworzy swoje książki. Nie jestem nastolatką od paru dobrych lat, a jednak pisarka oczarowała mnie swoim magicznym światem i bohaterkami  powieści.
Są dwie siostry, obie niczym lustrzane odbicie,pozornie nie można ich rozróżnić.Zostały rozdzielone przy urodzeniu dla swojego dobra. Historia zdaje się być banalna jednak muszę przyznać, że taka nie jest.
Clio jest wychowywana przez babcię położną i jednocześnie wyznawczynię bonne magie(rodzaj białej  magii).Mieszkają w Nowym Orleanie,mieście gdzie czary, czarownice są na porządku dziennym.
Thais mieszka w Connecticut wraz z ojcem. Niestety los ich rozdziela, ojciec ginie w wypadku,a ona trafia do domu tajemniczej, nieznanej sobie  kobiety Axelle. Thais musi zostawić wszystko , do czego została przyzwyczajona, całe swoje dotychczasowe życie. Przeprowadza się do Nowego Orleanu. Oczywiście tam czuje się wyobcowana i na pewno nie na swoim miejscu. Spotyka jednak kogoś i doznaje szoku; ma siostrę bliźniaczkę! Obie siostry podchodzą do siebie z rezerwą i nieufnością. Całe ich wcześniejsze życie okazuje się być pełne kłamstw i niedopowiedzeń. Dziewczyny próbują dowiedzieć się ,co było przyczyną ich rozdzielenia i kim była ich matka. Wkrótce okazuje się,że dziewczęta nie są bezpieczne, ktoś dybie na ich życie.
Obie siostry choć zewnętrznie identyczne wewnętrznie różnią się jak dwa żywioły, które są im przypisane; Clio- ogień, Thais- woda. Jedna pełna optymizmu, pewna siebie i swojej urody, zaradna i seksowna. Druga nieśmiała, delikatna, niezwykle wrażliwa i raczej zagubiona,powoli odkrywająca swoje zdolności i siłę.
W ich życiu pojawia się również mężczyzna, nie dość że przystojny i charyzmatyczny to w dodatku ten jeden jedyny, przy którym czują się bezpiecznie i pewnie. Trwa to jednak do czasu, gdy odkrywają,że Luc spotykał się z nimi obiema w jednym czasie, grał na dwa fronty, uwodził  i jedną i drugą. Obie więc go odpychają. Ale czy on faktycznie jest taki wyrachowany i pozbawiony uczuć jak się wydaje? A może kocha jedną z nich, a może obie?
Dziewczyny nie są zwykłymi nastolatkami, Clio od dawna praktykuje magię, Thais stawia w niej pierwsze kroki.Niemniej  siostry są członkiniami familie, do której należy m.in.babcia Clio, tajemnicza Axelle, Luc. Wszyscy oni oraz jeszcze sześć innych osób tworzą Traize i wszyscy są nieśmiertelni. Chcą wspólnie utworzyć krąg i rzucić zaklęcie, dzięki któremu niektórzy zyskają większą moc, niektórzy zaś stracą swą, ciążącą im już nieśmiertelność. Każdy członek Traize ma swój cel i pozornie współpracuje z innymi, ale i każdy nosi w sobie tajemnicę, która udaremnia plany dotyczące rytuału. Czy w końcu dojdzie to do skutku? Czy Clio i Thais stojąc przed wyborem zdecydują się na nieśmiertelność?
Cate Tiernan zasiała we mnie spore ziarno ciekawości. z całą pewnością  i z olbrzymią niecierpliwością  sięgnę po kolejny tom "Płonącego stosu".

Rózowe słonie odpędzają złe sny

Joanna Maria Chmielewska to autorka głównie znana z opowiadań i utworów przeznaczonych dla dzieci. Na całe szczęście dla mnie i mam nadzieję innych czytelników postanowiła stworzyć coś dla dorosłych. "Poduszka w różowe słonie" to pierwsza powieść autorki skierowana dla dorosłego odbiorcy.
Bohaterką powieści jest Hanka- kobieta samodzielna, zaradna, zapracowana i co więcej samotna. z nikim nie utrzymuje bliższych stosunków. Ze współpracownikami jest na stopie koleżeńskiej,ale nigdy nie mówi o sobie zbyt wiele. Jedyny bliższy kontakt ma z Ewą, przyjaciółką z dzieciństwa,ale i ona nie wie wszystkiego o Hance. Jakiż to mroczny sekret nosi w sobie kobieta? Co spowodowało,że nie znosi dotyku innych osób?
Hanka jest doceniana w pracy, w każdej sytuacji potrafi zachować zimną krew.Gdy Ewa zapada nagle na ciężką chorobę, to może liczyć na przyjaciółkę. To Hanka walczy o nią, o życie , które wisi na włosku i to ona obiecuje zająć się córeczką Ewy gdyby walka z chorobą skończyła się przegraną. Jak łatwo się domyślić tak właśnie się dzieje. Ale czy zapracowana 30-latka potrafi zająć się pięcioletnim dzieckiem? Oczywiście dba ,aby Ania była najedzona, by miała czyste ubranka,ale zupełnie nie wie jak pomóc dziecku w tak trudnych dla niego chwilach.Dziewczynka cierpi, czuje się niechciana i tak bardzo tęskni za mamą. Potrzebuje ciepła i tego , by ktoś ją po prostu przytulił. Hanka nie zdaje sobie z tego sprawy,a może nie potrafi więcej z siebie dać, przemóc się. Wydaje się to niezrozumiałe, ale poznając traumatyczne przeżycia naszej bohaterki z dzieciństwa można jej to wybaczyć.
Życie Hanki stanęło na głowie nie tylko za sprawą małej Ani. Pojawił się w nim również mężczyzna, nowy kolega z pracy. Kobieta od razu mu wpada w oko. Mimo, iż koledzy nazywają ją modliszką ,nie zniechęca to w niczym Łukasza. Próbuje się do niej zbliżyć.Na ile mu się to udaje? Czy zdoła skruszyć zimny mur, który Hanka budowała przez wiele lat? I czy Hanka zmierzy się z widmem przeszłości i zamieni swój "ból w klejnot"?
Sięgając po tę książkę liczyłam na miłą,lekką lekturkę. Trochę zawiodłam się gdyż książka okazała się być świetną,napisaną z polotem bardzo wzruszającą pozycją. Bynajmniej nie leciutkim powieścidłem jakich mnóstwo na rynku,o których zapomina się zaraz po przeczytaniu. Chmielewska zawarła w swojej powieści całą gamę emocji. Kilkakrotnie płakałam, kilkakrotnie byłam zła na bohaterkę,że nie robi tego co powinna i cieszyłam się gdy udało się jej coś zmienić.
Z pewnością po przeczytaniu książki mogę stwierdzić,że jej autorka będzie jedną z moich ulubionych pisarek. Z przyjemnością sięgnę po jej kolejną powieść i mam nadzieję, że się nie rozczaruję.
Polecam z czystym sumieniem:)

piątek, 1 marca 2013

Złodziej dusz

Złodziej dusz t. 1  Aneta Jadowska to debiutująca pisarka.Dwukrotnie debiutowała opowiadaniami; "Dziwny jest ten świat" oraz "Kalejdoskop".
"Złodziej dusz" jest więc jej trzecim debiutem, tym razem powieściowym. Jest to pierwszy tom serii o Teodorze Wilk. Zaplanowane jest sześć tomów serii, na które jednak jeszcze trzeba poczekać.
Akcja powieści toczy się w dwóch równoległych światach; realnym Toruniu i magicznym Thornie. Teodora Wilk to policjantka w jednym ze światów, wiedźma w drugim.Jej przyjaciele to najbardziej niesamowity duet jaki tylko można sobie wyobrazić. Są nim diabeł Miron i anioł Joshua. Mimo, iż stanowią swoje przeciwieństwo świetnie się rozumieją i ramię w ramię wraz z Dorą oddają się imprezom w knajpie pod uroczą nazwą "Szatański Pierwiosnek" oraz stają do walki z nieznanym prześladowcą.
Dora jako wiedźma bywa wredna, ale ponad wszystko cechuje ją lojalność wobec bliskich i wielka odpowiedzialność. To dziewczyna, na którą zawsze można liczyć. Dlatego, by ratować swoją przyjaciółkę Katię nie waha się zadrzeć z wilkołakami, wampirami oraz sprzeciwić się Starszyźnie – radzie postaci magicznych.
W książce roi się od różnych, przedziwnych stworzeń.
Od pierwszej chwili kibicujemy bohaterce w jej poczynaniach.
Powieść napisana jest lekko i z polotem. Autorka nie stroni od niebanalnego, subtelnego humoru.
Z niecierpliwością będę oczekiwać na kontynuację przygód pięknej wiedźmy. Polecam z czystym sumieniem. Warto przenieść się w ten magiczny świat choćby na chwilę i poznać kilka interesujących osóbek.

Czwarty kąt trójkąta

         Czwarty kąt trójkąta - Siarkiewicz Ewa         Od momentu ukazania się "Czwartego kąta trójkąta" nie mogłam się doczekać, gdy będę mogła zatopić się w jego drukowane, pachnące świeżością kartki.
Czytałam poprzednie książki pani Siarkiewicz i bardzo przypadły mi do gustu. Nie mogłam więc pominąć jej nowego dziecka.
Podobnie jak w "Kuźni głupców" i "Kuźni na rozdrożu" pojawia się i tutaj postać wróżki Eleonory, a wraz z nią szczypta białej magii. Tarocistka przepowiada kłopoty rodzinne jednej z głównych bohaterek Czwartego kąta trójkąta, Katarzynie. Daje kobiecie także wskazówki jak odwrócić zły los. Przepowiednia szybko się spełnia. Zięć Katarzyny ulega wypadkowi, obie córki pogubiły sens życia. Julia, starsza z sióstr żyje w udręce po stracie dziecka, tonie w niej i wciąga w nią męża. Młodsza, Monika niczym modliszka w zastraszającym tempie uwodzi i rzuca mężczyzn. Matka nie potrafi pomóc córkom.
Na wysokości zadania w obliczu niezwykłych wydarzeń dotyczących rodziny staje w końcu żywiołowa, impulsywna Monika. Prowadzi swoje prywatne śledztwo i dowiaduje się szokującej prawdy także o sobie samej. Dzięki swojej przedsiębiorczości udaje jej się uchronić swoją rodzinę przed jeszcze większym nieszczęściem. I co więcej, swoimi działaniami sprawia, że przywiędłe nieco małżeństwo siostry zaczyna płonąć nowym uczuciem.
Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Intryga jest ciekawie przemyślana, chociaż niestety dość przewidywalna. Zakończenie jak dla mnie jest zbyt banalne.
Zwykle nie porównuję książek do siebie, jednak po przeczytaniu tej pozycji mimowolnie to uczyniłam. Brakowało mi bowiem humoru i większej dawki odniesień do tarota, które były obecne, bardziej uwypuklone w obu " Kuźniach".
Mimo, iż spodziewałam się czegoś więcej po tej powieści, mogę ją polecić wszystkim tym, którzy lubią obyczajówki z pozytywnym przesłaniem.

Dziewczyna i wilk

       Dziewczyna w Czerwonej Pelerynie           Zapewne część osób kojarzy "Dziewczynę w czerwonej pelerynie" z filmem. Rzeczywiście książka powstała na podstawie scenariusza filmowego. A zadania tego podjęła się Sara Blakley-Cartwright. Przyznam, że filmu nie widziałam, ale po zapoznaniu się z powieścią nabrałam na to ochoty.
Książka zwabiła mnie przede wszystkim swoją piękną okładką. Na szczęście nie tylko okładka okazała się zachęcająca, zawartość również nie rozczarowuje.
Akcja powieści rozgrywa się w czasach średniowiecza w małej wiosce Daggorhorn. Mieszka tam Valerie wraz ze swoją rodziną. Mieszkańcy osady to prości, mało zamożni ludzie. Co miesiąc składają w ofierze jedno ze swoich zwierząt. Ofiara ta przeznaczona jest dla wilka, który pojawia się zawsze przy pełni księżyca. Dzięki swojej dobrowolnej daninie ludzie wierzą, że wilk zostawi ich w spokoju, zadowalając się zwierzęciem.
Nadchodzi jednak pełnia, zwana krwawym księżycem. Pojawia się ona raz na trzynaście lat. Przy takim księżycu ma według wierzeń narodzić się kolejny wilkołak.
Valerie jest młodą dziewczyną, nieco inną od swoich rówieśniczek. Nie myśli o chłopcach i szybkim zamążpójściu. Jest zaskoczona, gdy syn bogatego kowala, Hanry zakochuje się właśnie w niej. Co więcej rodzice bez pytania córki o zdanie przyrzekają mu jej rękę.
W tym samym czasie do wioski wraca przyjaciel Valerie z dzieciństwa Peter i dziewczyna czuje, że jej serce należy do niego.
Młodzi planują ucieczkę. Jednak noc krwawego księżyca krzyżuje im plany.
Rozpoczyna się istna rzeź. Wilkołak zabija ludzi, każdy zaczyna podejrzewać każdego. Ludzie zaczynają sami siebie niszczyć, straszyć i oskarżać nawzajem.
Kim jest wilkołak? Co nim kieruje? Czego tak naprawdę chce? Co z tym wspólnego ma Valerie?
Do praktycznie ostatniej strony nie dowiadujemy się prawdy o wilkołaku. Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na żadne z tych pytań.
Dawno już nie czytałam powieści, która aż w takim niesamowitym napięciu trzymałaby mnie do końca. Jest to główna zaleta tej lektury. Pozostałe to na pewno baśniowość, tajemniczość i mroczny klimat.Muszę przyznać,że urzekła mnie ta powieść od pierwszej strony, a moje zainteresowanie nie słabło z żadnym czytanym daniem. Było wręcz odwrotnie – napięcie potęgowało się.
Dziewczyna w czerwonej pelerynie na długo zagości w mojej pamięci.
Polecam wszystkim, a szczególnie miłośnikom mrocznych, a'la gotyckich klimatów.

Trzeba marzyć

  "...W życiu trzeba iść przed siebie radośnie, z głową pełną marzeń. Robić sobie małe przyjemności, mężczyznom kazać sobie robić duże ...