czwartek, 28 lutego 2013

Tajemnicze domostwo

                                   Posiadłość w Portovenere” to powieść Jacka Ostrowskiego, człowieka o wielu pasjach i zainteresowaniach. Książkę, którą miałam szczęście przeczytać napisał również z coraz rzadziej spotykaną wśród powieściopisarzy pasją.
Na szczególną uwagę zasługuje okładka; ciemna, mroczna, nieco wiejąca grozą. Oddaje i wprowadza ona we właściwy książce klimat. Seria, do której dzieło pana Ostrowskiego zostało przypisane to; mroczne tajemnice, co jest całkowitym strzałem w dziesiątkę.
Portovenere to niewielka, nadmorska mieścina. Jest pełna uroku oraz pełna turystów. Na obrzeżach miasta mieszka samotny starszy pan, John Larusso. Jego posiadłość to duży, piękny dom aczkolwiek jest on nieco zaniedbany. Wokół niego jest park, w którym w  jednej z alei tkwią betonowe płyty, przypominające na pierwszy rzut oka groby. Do Johna niespodziewanie przyjeżdża siostrzenica, Carla. Po śmierci matki, mężczyzna jest jej jedynym krewnym.
Nieufny z początku wuj z czasem przyzwyczaja się do dziewczyny i nie wyobraża sobie jej wyprowadzki. Podświadomie zdaje sobie jednak sprawę, że miasteczko i jego dom nie są odpowiednim miejscem dla młodej osoby. Tym bardziej, że wokół dziewczyny kręci się niezbyt lubiany przez staruszka, tajemniczy Pedro. Przed laty Pedro wykonał dla Johna pewne zlecenie, za które on musi płacić po dziś dzień. Osoba tego  mężczyzny wywołuje u wuja Carli niepokój i strach.
Po pewnym czasie wspólnego mieszkania Carla zauważa dziwne zachowanie się wuja, zwłaszcza w pobliżu kamiennych płyt, położonych w parku. Podejrzewa, że mężczyzna jest ciężko chory. Wuj jednak zaprzecza temu  i co więcej nie chce mówić nic o płytach, nie wyjaśnia po co one tam tkwią i kto je tam umieścił.
Wkrótce i Carla doświadcza niezwykłych wizji w ich pobliżu. Wizje te ją przerażają, ale też i intrygują. Zaczyna rozumieć coraz więcej i stara się rozwiązać tę zagadkę do końca. Nikt z mieszkańców, ani ze znajomych wuja nie chce jej pomóc. Nikt nic nie wie, nikt niczego nie wyjaśnia. Jedyna osobą , która zdaje się wiedzieć wszystko o wszystkich jest Pedro, lecz i on nie jest skory do rozmowy na ten temat. Młoda kobieta czuje się w jego towarzystwie nieswojo, czuje jakby on znał jej najskrytsze myśli. Kim jest ten człowiek? Czego chce od Carli? Na czym polega jego praca? I jaką zapłatę pobiera za nią od naiwnych ludzi?
„Posiadłość w Portovenere” to niewątpliwie tajemnicza i mroczna powieść. Jednocześnie jest zarówno thrillerem jak i powieścią fantastyczną. Czyta się ją z wielką przyjemnością, z prawdziwym dreszczykiem emocji. Autor barwnie przedstawia życie w miasteczku, dzięki temu czytelnik może poczuć się praktycznie mieszkańcem tej miejscowości. Miło było przenieść się choć na chwilę w ciepły, nadmorski krajobraz. Towarzyszyć bohaterce w uzyskiwaniu odpowiedzi na dręczące ją pytania. Pozycja ta zmusza nas także do przemyśleń natury filozoficznej. Trzeba bowiem zastanowić się nad sumieniem człowieka, nad jego wyrzutami. Czy to dotyczy każdego, czy ktoś jest wolny od zemsty, zawiści czy uczynków skierowanych przeciw komuś? Czy wszyscy ludzie są do siebie pod tym względem podobni?
Polecam tę lekturę nie tylko miłośnikom mrocznych powieści lecz wszystkim tym, którym problemy egzystencjalne nie są obojętne. Naprawdę warto przeczytać.
Książka „Posiadłość w Portovenere” została wydana (i udostępniona do recenzji) przez Wydawnictwo Prozami oraz portal Zaczytajsie

Czerwony hotel

Czerwony hotel Któż z nas nie zna Grahama Mastertona? Myślę, że znalazłoby się bardzo niewiele osób, które nie zetknęłyby się z jego twórczością.W większości książki tego autora to jeden wielki koszmar, nie w sensie sztuki pisania rzecz jasna, tylko jeśli chodzi o gatunek. Są niewątpliwie straszne, czasem okropne. Nie da się od nich oderwać, ale też i nie da się w trakcie ich czytania sięgnąć po żadną przegryzkę. Wiecie o czym piszę?
Miałam sporą przerwę w czytaniu powieści Mastertona. Po pierwszym zachłyśnięciu się i czytaniu wszystkiego, co napisał, książki tego typu bardziej zaczynały mnie nużyc niż przerażać. Przerwa dobrze mi zrobiła. Z przyjemnością odbyłam podróż do Czerwonego Hotelu.
Bohaterką powieści jest Sissy Sawyer, wizjonerka posługująca się niezwykłymi kartami. Z kart tych potrafi wyczytać praktycznie wszystko. Gdy więc trafia do niej młoda dziewczyna T-Yon, którą dręczą okropne sny, Sissy nie wahając się postanawia jej pomóc.
Obie udają się w daleką podróż do brata dziewczyny, Everetta. Jest on właścicielem hotelu. Odkupił stary podupadły budynek i odrestaurował go przywracając mu dawną świetność.
Kobiety docierając na miejsce dowiadują się, że w hotelu dzieją się dziwne rzeczy; zakrwawiony dywan w pokoju, który stoi od dawna pusty, w tajemniczy sposób znika pokojówka, ociekająca krwią łazienka i żadnych śladów prowadzących do mordercy.
Sissy ponadto wyczuwa obecność ducha kobiety, jak się okazuje dawnej właścicielki hotelu. Duch szuka zemsty.
Rozpoczyna się walka na śmierć i życie. Zmarłą przed laty kobieta nie spocznie póki nie ukarze Everetta i T-Yon za rzekomą zbrodnię ich matki.
Czy rodzeństwu uda się pokonać złe moce i uratować swe życie? Ile niewinnej krwi musi jeszcze zostać przelane, aby dobro zwyciężyło?
Trzeba przyznać Mastertonowi, że potrafi trzymać w nieustannym napięciu. Udowodnił to kolejny raz. Jego pomysły i budowanie scen pełnych grozy są godne podziwu.
Książkę tę mogę polecić wszystkim fanom horrorów i wszelakich powieści grozy. Osobom, którym nie straszne są wszelkie obrzydliwości pojawiające się w książkach tego typu. Na pewno nie rozczarujecie się.

Wielbiciel czy dręczyciel

   Cichy wielbiciel               "Cichy wielbiciel" jest książką inną niż pozostałe dzieła Olgi Rudnickiej. Jest to bowiem powieść psychologiczna, poruszająca problem stalkingu czyli uporczywego nękania, prześladowania, nachodzenia ofiary. Główną bohaterką jest Julia Rogacka, młoda, ładna dziewczyna. Pracuje ona w jednym z salonów oferujących telefony komórkowe. Wynajmuje mieszkanie wraz z dwoma przyjaciółkami,wiedzie życie zwyczajne i spokojne. Do czasu gdy na jej drodze staje mężczyzna, który dostrzega w Julii swoją przyszłą partnerkę i oblubienicę. Dziewczyna dostaje kwiaty, prezenty, a z czasem pełne wyznań wiadomości poprzez wiadomości sms. Na początku wszyscy zazdroszczą jej wielbiciela, ona sama natomiast jest mile połechtana. Szybko jednak się okazuje, że wielbiciel jest szalony, zachowuje się jakby był opętany. Śledzi Julię, zdaje się wiedzieć o niej wszystko. Gdzie była, co robiła, z kim mieszka i z kim się spotyka. Mężczyzna też dzwoni do niej bez przerwy, tylko po to by usłyszeć jej głos. Młoda kobieta czuje się osaczona, jest przerażona i zamyka się w sobie. Odsuwają się od niej przyjaciele, traci pracę, pogrąża się w depresji. Jedynym wyjściem wydaje się być ucieczka z miasta oraz zmiana numeru telefonu. Na szczęście Julia może liczyć na swojego chłopaka, Pawła, który dla niej jest gotów poświęcić wszystko. Jednak wielbiciel wciąż stara się
uprzykrzyć im życie, skłócić i rozdzielić. Gdy nawet policja nie potrafi im pomóc Paweł wynajmuje prywatnego detektywa, aby ten odkrył prześladowcę Julii. Ona sama mimo, że nie ma styczności ze swoim wielbicielem, wciąż spodziewa się najgorszego, nie może spać, jeść i żyć normalnie.
Czy uda jej się pokonać depresję? Czy tajemniczy mężczyzna odpuści i zaprzestanie poszukiwań? A może uda mu się zagościć w życiu Julii na dłużej?
Z całą pewnością jest to książka zasługująca na uwagę. Do tej pory nie miałam styczności ze zjawiskiem stalkingu, a okazuje się, że to wcale nie taki rzadki problem. Na szczęście od niedawna w Polsce jest już uznany za przestępstwo, więc ofiary tego typu prześladowań mogą oczekiwać pomocy od policji.
W powieści zawarta jest również przestroga dotycząca podawania swoich danych na portalach społecznościowych. Często oprócz imienia i nazwiska zamieszczamy na nich zdjęcia, numery telefonu lub e-maile. To stanowi pożywkę i nie lada gratkę dla stalkerów. Pamiętajmy, że ich ofiarą może być praktycznie każdy.

środa, 27 lutego 2013

Pokój Marty

        

            Po zachwycającej i pozostającej na długo w pamięci lekturze "Willi"z przyjemnością i zarazem z niecierpliwością sięgnęłam po  kolejną książkę autorstwa Magdaleny Zimniak "Pokój Marty". Powieściopisarka i tym razem mnie nie zawiodła. Z wielkim kunsztem przedstawiła kolejnych bohaterów; tytułową Martę, jej ojca oraz nauczyciela fizyki. To główne postacie szczegółowo nakreślone. Pani Zimniak jest mistrzynią w malowaniu portretów psychologicznych. Każdy bohater dzięki temu żyje nie tylko w książce, ale także poza jej ramami. Każdy jest jak najbardziej prawdziwy. Oprócz realności osób tu przedstawionych  w powieściach pisarki zachwycają również niezwykłe zwroty akcji, niespodziewane sytuacje. Nie sposób się nudzić ani przez chwilę. Tych książek się nie czyta, je się przeżywa.
Wróćmy jednak do samej lektury "Pokoju Marty". Podobnie jak w "Willi" przeprowadzamy się  z bohaterami do nowego domu. Dom ten ma swoją historię, którą z czasem udaje się zapoznać Marcie. Dziewczyna od samego początku czuje w swoim pokoju czyjąś obecność, ma dziwne sny dotyczące byłej mieszkanki pokoju. Jak się okazuje swojej imienniczki. Nawiązując bliższe stosunki ze swoim sąsiadem, panem Antonim, licealistka dowiaduje się o tragedii jaka miała miejsce w jej domu podczas niemieckiej okupacji. Martę bardzo interesują losy  tragicznie zmarłej kobiety, coraz częściej słyszy tajemnicze głosy. Pogarszają się jej relacje z ojcem, zaczyna go nawet podejrzewać o chorobę psychiczną.
Nastolatka zakochuje się z wzajemnością w swoim nauczycielu. Po bardzo krótkim czasie znajomości opuszcza ojca i wprowadza się do kochanka. Musi stawić czoło własnym lękom oraz podjąć walkę z niezrozumieniem i potępieniem otoczenia. Czy Marcie uda się zrozumieć samą siebie? Czy przekona ojca do swojego związku? Jaką rolę odgrywa przeszłość jej rodziny, a jaką historia nowego domu ?
Te pytania pojawiają się w trakcie czytania książki i czytelnik nie może jej odłożyć póki nie pozna na nie odpowiedzi.
Ta powieść to prawdziwe studium psychologiczne  głównych bohaterów. Każdy z nich nosi w sobie jakąś zadrę, przeżył traumę, która wpłynęła na dalsze życie, na postrzeganie świata.
Autorka przeniknęła w ich umysły i wspaniale przelała to na papier. Razem z bohaterami przeżywamy smutek, złość i szczęście. Bez trudu przenosimy się w ich świat.
Polecam i jeszcze raz polecam. Ta książka żyje w nas jeszcze długo po jej przeczytaniu.
Natomiast mi pozostaje tylko czekać z wielką niecierpliwością na kolejne dzieło pani Zimniak.
"Drugie piętro" to powieść obyczajowa przedstawiająca historię dwóch starszych pań. Poznajemy je w stolicy gdzie obie są mieszkankami jednego z bloków przy ulicy Śniadeckich. Lidia, urocza, dowcipna i pełna życia była primaballerina oraz Helena nieco zgorzkniała, niezadowolona z niczego śpiewaczka operowa. Kobiety są sąsiadkami, niegdyś przyjaźniły się, były jak siostry, coś w ich przeszłości położyło się jednak cieniem na ich relacjach. Nie szczędzą sobie drobnych złośliwości, ledwie się tolerują. Trwa to do czasu gdy Helena dostaje udaru. Lidia czuje się zobowiązana do pomocy byłej przyjaciółce, liczy też, że ich relacje z powrotem mogą stać się pełne ciepła i wzajemnego zrozumienia. Niestety opieka nad chorą nie jest łatwa. Sprawy przybierają lepszy obrót dopiero w chwili gdy lokator, któremu Lidia wynajmuje pokój poznaje aktorkę Mirę. Dzięki młodej kobiecie obie panie wracają do wspomnień i inaczej zaczynają patrzeć na otoczenie.
Co wydarzyło się przed laty? Co poróżniło te dwie kochające się kobiety? Jaką tajemnicę ukrywają?
Andrzej Gumulak potrafi  zainteresować czytelnika opowiadaną historią. Opis staruszek i ich zachowania prawdziwie mistrzowski. Niejednokrotnie zastanawiałam się czy powieść tę aby na pewno napisał mężczyzna. Istnieje bowiem stereotyp, że mężczyźni rzekomo nie rozumieją kobiet. Autor obalił go z całą pewnością. Psychika kobieca nie jest mu obca, co to, to nie.
Książkę czyta się niezwykle łatwo i przyjemnie. Nie da się nie polubić  tych lekko szalonych artystek. Na uwagę zasługuje głównie wątek dotyczący losów kobiet podczas  II wojny światowej. Wciągający.

Urojenie

Urojenie
Janusz Koryl do tej pory był mi autorem bliżej nieznanym. Pierwszy stopień znajomości nawiązałam za pomocą "Urojenia" i śmiało mogę teraz powiedzieć, że to się zmieni. Zapoznam się również z innymi utworami tego autora i z całą pewnością pisarz trafi na moją listę ulubionych twórców.
Jak się dowiedziałam z okładki książki, twórczość Koryla jest porównywana do powieści S. Kinga. Ośmielam się z tym nie zgodzić. Powieści amerykańskiego pisarza grozy są straszne głównie przez liczne makabryczne i budzące obrzydzenie sceny. U naszego autora nie ma czegoś takiego. I bardzo dobrze.Koryl potrafi budować napięcie bez takich ozdobników. Pisze zwięźle i konkretnie. Nie rozciąga sztucznie tekstu, w książce jest tylko to, co powinno się w niej znaleźć.
Akcja "Urojenia" rozgrywa się w Rzeszowie i trwa przez niecałe trzy tygodnie, podczas których toczy się niesamowite śledztwo. Jest to niezwykła sprawa morderstwa, gdzie morderca pojawia się i znika, a ofiara jest trudna do odnalezienia. Nieuchwytnego mordercę stara się wytropić aspirant Mateusz Garlicki. Sprawa nie jest prosta, a morderca jest sprytny. Każdy trop prowadzi właściwie donikąd. Śledczy sam już nie jest w stanie odróżnić, co jest prawdą, a co fałszem. Czuje, że traci jasny pogląd na sytuację. Popada w paranoję. Nie ma chwili, by nie myślał o niewyjaśnionej zagadce. Czy w końcu uda się mu ją rozwiązać? Czy policja odnajdzie mordercę i jego ofiarę?
Jedno jest pewne, książka praktycznie hipnotyzuje czytelnika, wciąga go w wir zdarzeń bez reszty. Wystarczy spojrzeć na okładkę, w której uwagę przykuwają oczy mężczyzny, oczy od których trudno oderwać wzrok. Jedynym sposobem, aby to zrobić jest otworzenie książki. A wtedy... Zupełnie przepada się dla realnego świata. Póki nie doczytamy ostatniego zdania do końca, nie da się oderwać wzroku od kartek powieści.
To zupełnie niesamowita książka z zupełnie zaskakującym zakończeniem. Aż chce się krzyknąć: brawo Panie Januszu, prosimy o więcej takich powieści!
Osobiście jestem zachwycona i pragnę polecić tę lekturę nie tylko wielbicielom thrillerów i powieści kryminalnych. Nikt przy niej nie będzie się nudził.
Książkę tę miałam okazję przeczytać i zrecenzować dzięki wydawnictwu Dreams.

piątek, 22 lutego 2013

Gail Carriger to pseudonim literacki autorki, która wbrew moim przypuszczeniom nie jest rodowitą Angielką lecz Amerykanką. Zmyliło mnie zdjęcie na okładce książki, gdzie pisarka trzyma filiżankę herbaty, a kto jeśli nie Angielki pijają namiętnie ten napój? Pseudonim też brzmi nieco z angielska, akcja powieści  rozgrywa się w Londynie, mogłam więc się pomylić. Moje podejrzenia okazały się całkowicie chybione.
"Bezduszna" to debiut literacki pani Carriger i to debiut naprawdę udany.Stanowi ona pierwszą część z cyklu Protektorat Parasola i opowiada  losy i dziwne przypadki Alexii Tarabotti. Bohaterka owa jest niezbyt urodziwą i niezbyt powabną starą panną. Pół Włoszka, pół Angielka. Oprócz wysokiego wzrostu, zbyt  ciemnej cery ma jeszcze jedną cechę szczególną - nie ma duszy.Jest jedyna nadludzką osobą w całej Anglii. Cecha ta pozwala jej zamieniać wampiry i wilkołaki w ludzi.
Panna Tarabotti (nazwisko kojarzy się z tarapatami, w które rzeczona panna stale wpada) przyjaźni się ze starym, samotnym i nieco zdziwaczałym wampirem, lordem Akeldamą. Poza tym wiedzie zdawać, by się mogło zwykłe, niczym nie wyróżniające się życie. Rzadko kiedy zapraszana jest na bale, w przeciwieństwie do swoich ładnych, aczkolwiek infantylnych sióstr przyrodnich.
Gdy jednak pojawia się w towarzystwie od razu popada w kłopoty stając się sprawczynią śmierci wampira. Sprawa na szczęście zostaje zatuszowana, a jej wina uznana za czyn w samoobronie. Niemniej w wyniku tego incydentu Alexia musi współpracować z hrabią Woolsey, lordem Macconem, który jest jednocześnie alfą miejscowej watahy wilkołaków.
początkowa obustronna niechęć przeradza się dość szybko we wzajemną fascynację. Co z tego wyniknie? Czy współpraca dwóch upartych i dominujących osób przyniesie zamierzone efekty? Jakie kłopoty ściągnie na siebie i swoich bliskich ta kontrowersyjna dama?
Książka jest niewątpliwie niezwykła. Autorka stworzyła i cudownie opisała alternatywną wersję wiktoriańskiej Anglii, gdzie w środku tętniącego życiem Londynu razem ze zwykłymi ludźmi, żyją wilkołaki i wampiry.
Zabawna postać głównej bohaterki oraz język jakim posługuje się lord Maccon powoduje, że powieść czyta się z dużym zaciekawieniem i niejednokrotnym uśmiechem na twarzy.
"....Lord Maccon wyrwał jej zwój i przyjrzawszy mu się z bliska prychnął z irytacją.
- Proszę zdradzić, dlaczego utrzymuje pani kontakt z tym osobnikiem?
Panna Tarabotti strzepnęła spódnicę starannie obciągając fałdy nad trzewikami z cielęcej skórki. Skromnie spuściła wzrok.
- Lubię lorda Akeldamę.
Hrabia ożywił się na przekór zmęczeniu.
- A to ci paradne! Czymże panią tak urzekł? Chętnie wybatożyłbym tego cherlaka.
- Byłby raczej wniebowzięty - mruknęła Alexia, która żywiła pewne podejrzenia względem upodobań przyjaciela..."
Muszę przyznać, że już nie mogę doczekać się drugiego tomu cyklu. Zżera mnie ciekawość czym też autorka mnie zaskoczy, w co tym razem wplącze uroczą i przezabawną Alexię.
Lekturę tę polecam osobom, które lubią niebanalne książki, które lubią odnaleźć w tekście odrobinę dowcipu.
Ze swojej strony mogę obiecać,że z miejsca polubicie pełną życia i czaru Alexię i jej utarczki słowne z przystojnym i bogatym hrabią Woolsey.

czwartek, 14 lutego 2013

Wiśniowy Dworek

Wiśniowy dworek - Michalak Katarzyna    Ilekroć czytam recenzje czy też zapowiedzi kolejnych książek  pani Michalak zastanawiam się nad jej fenomenem. Rzesze czytelniczek w różnym wieku zaczytuje się w jej powieściach. Grono recenzentek pisze pochlebne opinie. Gdzie tkwi magia?
Co sprawia, że każde nowe dzieło tej autorki sprzedaje się jak ciepłe bułeczki?
Muszę przyznać, że chociaż nie przeczytałam wszystkich powieści pani Kasi, to te, które trafiły w moje ręce również mnie oczarowały.
Ostatnio dałam się uwieść "Wiśniowemu Dworkowi". Nie ukrywam, że nazwisko pisarki oraz śliczna, zielona okładka z oknem rzeczonego dworku przyciągnęły mnie do książki.
Bohaterkami są tutaj dwie młode kobiety o tym samym imieniu: Danka. Łączy je imię i pewna tajemnica z przeszłości. Dzieli je natomiast praktycznie wszystko; charakter, sposób bycia, upodobania, wychowanie i dzieciństwo.
Danusia to skromna, delikatna i łagodna osóbka. Z wykształcenia nauczycielka, jest dyrektorką malutkiej szkółki, mieszczącej się w dworku. Wychowywana przez ojca, samotnego, nieszczęśliwego człowieka, który nie potrafił okazać jej swych uczuć.
Danka natomiast to przebojowa, pełna werwy i pewności siebie biznesmenka, oczko w głowie swoich rodziców, emerytowanych lekarzy.
Dziewczyny niby przypadkiem spotykają się w kurorcie nad morzem. i okazuje się, że jeszcze łączy je jedna dość istotna cecha - wygląd. Praktycznie są identyczne. Oczarowane tym faktem decydują się na zamianę ról. Chodzi im tylko o zabawę, ale czy cały czas będzie zabawnie? Życie zsyła im jeszcze kilka niespodzianek.'
Spotkanie  obu kobiet  nie było dziełem przypadku. Zaaranżował je bowiem pewien mężczyzna, który od dawna obserwuje obie panie.
" ...Z zapartym tchem obserwowałem, oczywiście z ukrycia, jak przez szerokie, oszklone drzwi wchodzą... dwie Danki...."

"... bez trudu odgadłem, że ta pierwsza to rzeczywiście Danka, a ta za nią to moja kochana, nieśmiała Danusia..."
Kim jest tajemniczy obserwator i czego chce od dziewczyn? Oj, udało się autorce mnie zaskoczyć. Nie domyśliłam się tożsamości tego bohatera.
Całą trójka głównych postaci wzbudza sympatię i nie da się ich nie lubić. Kibicuje się im w zmaganiach z problemami, razem z nimi przeżywa się radości i smutki.
Nie zabrakło też tutaj wątku romansowego, ale nie jest on na pierwszym planie. Najważniejsze są marzenia i rodzinne więzi.
Pani Michalak stworzyła książkę bardzo emocjonalną. Nie raz oczy zalśniły mi łzami, nie raz roześmiałam się na głos.
Autorka ma rzadki dar rozbudzania w czytelniku marzeń. Po przeczytaniu każdej jej powieści chce się chwytać marzenia i sprawić, aby stały się rzeczywistością.



sobota, 9 lutego 2013

Prorocze Sny



03 lut
Sny
Wydawać by się mogło, że to fajne uczucie mieć prorocze sny, sny przewidujące przyszłość. Oczywiście pod warunkiem, że ta przyszłość przedstawia się w pozytywny sposób.
Ksiądz Eugeniusz, bohater „Snów” Janusza Koryla śni jednak koszmary. Jego sny spełniają się, co do joty, są bardzo szczegółowe. Dotyczą mieszkańców miasteczka, Dynowa, w którym jest proboszczem.
Każdy sen kończy się czyjąś śmiercią. Jak można się domyślić, trup ściele się gęsto.
Ksiądz męczy się, stara się nie zasypiać, nie potrafi zrozumieć skąd się wziął u niego ten szczególny i jakże potworny dar. Swoje senne koszmary ksiądz zapisuje w zeszycie.
W końcu gdy w miasteczku dochodzi do brutalnego gwałtu i morderstwa proboszcz udaje się na policję. Obawia się tego, że zostanie wyśmiany, potraktowany jak wariat. Policja przyjmuje opowieść księdza dość sceptycznie, ale podąża śladem, który im wskazał i udaje się złapać mordercę.
W międzyczasie ksiądz Eugeniusz ma jeszcze bardziej brutalny i przerażający sen. Zdesperowany robi wszystko, by nie zasnąć „… postanowił czytać na głos fragmenty Pisma Świętego. Monotonne brzmienie słów usypiało go jeszcze bardziej. Kupił w aptece garść specyfików wzmacniających organizm. Zażywał wieczorem kilka tabletek i włączał telewizor. Sen jednak zawsze zwyciężał…”
Pewnej nocy nie wiedząc, jak sobie poradzić wziął kilka tabletek za dużo.Zapadł w śpiączkę, a jego sny spokojnie sprawdzały się dalej.
Policja za jedyną wskazówkę mając zeszyt proboszcza miotała się, aby zapobiec dalszym nieszczęściom.
Dynowo zaczęło roić się od dziennikarzy wietrzących sensację.
Czy policji uda się powstrzymać szerzące się zło? Co spowoduje, że koszmar mieszkańców Dynowa się zakończy i czy w ogóle ma szansę się zakończyć? Co będzie z księdzem, czy powróci do zdrowia i sny przestaną go dręczyć?
„Sny” Janusza Koryla to kolejna mrożąca krew w żyłach opowieść. Już okładka książka, mroczna, w ciemnych barwach, z literami ociekającymi krwią zapowiada grozę. Treść pod tym względem nie rozczarowuje. Kto szuka mocnych wrażeń, dreszczyku emocji z pewnością znajdzie je w tej powieści.
„Sny” to mój trzeci thriller pana Janusza, który przeczytałam i śmiało mogę powiedzieć, że  fenomenem tego autora jest to, że opowiadana historia od pierwszego zdania wprowadza czytelnika w stan niecierpliwego oczekiwania, co wydarzy się dalej. Nigdy też nie wiemy jakie będzie zakończenie. Osobiście jestem pod wielkim wrażeniem i polecam książki tego pisarza.
Książkę do recenzji otrzymałam od wydawnictwa Dreams

Related Posts

No related posts.
 
Komentarze (3) Napisane przez w kategorii Bez kategorii
 

Dodaj komentarz

 
Zaznacz, jeśli NIE jesteś spamerem.
 
  1. ~Lenka
    4 Luty 2013 o 14:52
    Zapowiada się ciekawie ;)
     
  2. 4 Luty 2013 o 15:20
    Bardzo podobał mi się pomysł na tę powieść. Jednak po lekturze czułam pewien niedosyt – książka mogła być o wiele dłuższa, a niektóre wątki bardziej rozwinięte…
     
    • ~Kasia
      4 Luty 2013 o 17:04
      Masz rację, trochę niektóre wątki są tu krótkie i cała ksiązka też niezbyt obszerna, ale taki urok pisarza jak sądzę. Zadna z jego książek nie jest zbyt długa.

Ceremonia

Ceremonia

29 sty
Ceremonia
Ceremonia” to druga powieść Janusz Koryla, z którą przyszło mi się zmierzyć.
Obie są napisane przystępnym językiem i obie opowiadają niesamowite historie.
Akcja „Ceremonii” rozgrywa się w małej, bieszczadzkiej miejscowości o uroczej nazwie Polana. Jest to miejscowość jakich wiele, ale od innych odróżnia ją to,że co roku odbywają się w niej dziwne i przerażające praktyki.
Rzeszowski dziennikarz, Rafał Kamiński jest nieco znudzony swoją pracą, od dawna nie znalazł pasjonującego tematu do przedstawiania w gazecie. Gdy do redakcji przychodzi anonimowy list zawierający informacje o makabrycznych rytuałach, młody dziennikarz sceptycznie się do tego odnosi. Niechętnie jedzie do Polany, by wyjaśnić sprawę. Sytuacja wydaje mu się nierealna, zbyt niesamowita, aby mogła być prawdziwa. Bo czy jest możliwe to, że w XXI wieku ktoś dokonuje ukrzyżowania ludzi? I czy możliwe jest to, że ofiara sama się na to dobrowolnie godzi? Czy to przejaw wielkiej wiary czy głupoty?
Na miejscu Kamiński podpytuje ludzi, sprawdza wszelkie tropy i już wie,że w końcu ma temat i to temat na pierwszą stronę gazety.
Badając ślady, rozpytując tu i ówdzie Rafał naraża się na niebezpieczeństwo. oprócz przebitych opon samochodu oraz wysmarowanej odchodami karoserii dziennikarz wpada w jeszcze poważniejsze tarapaty ” …Kiedy się ocknął, wszystko go bolało. Nie miał pojęcia gdzie jest, ani co się z nim stało. Czyżby znajdował się na plebanii?Czemu tak bardzo bolała go głowa?…”
Czy młody mężczyzna wymyśli sposób , by ocalić własną skórę, czy w tym roku uda się sprawić,że nikt nie zawiśnie na krzyżu? Czy koszmar mieszkańców Polany w końcu się zakończy?
Janusz Koryl to pisarz jakich mało w polskim, literackim świecie thrillerów. Wymyślona fabuła jest prawdziwie przerażająca, ale nie obrzydliwa. Książkę czyta się szybko i po jej zamknięciu czuje się niedosyt i żal, że to już koniec.
Koryl jest z pewnością autorem z wielkim potencjałem i mam nadzieję, że wena go nie opuści i zaserwuje nam jeszcze nie jedną przerażającą i pasjonującą lekturę.
Książkę tę otrzymałam do recenzji od wydawnictwa Dreams.

Related Posts

  1. Urojenie
Komentarze (2) Napisane przez w kategorii Bez kategorii

Dodaj komentarz





Zaznacz, jeśli NIE jesteś spamerem.

  1. 29 Styczeń 2013 o 15:22
    Ojjojo chcę ją!! Moje kochane Bieszczady i jeszcze kryminał!

    • 29 Styczeń 2013 o 15:31
      Kryminał,ale taki jak dla mnie mało typowy. Niemniej niesamowity.Polecam, książka warta grzechu.:))

środa, 6 lutego 2013

kasiulkoweconieco= drukowanachatka

Postanowiłam przenieść bloga. W związku z tym zmienia się jego nazwa na drukowanachatka. Postaram się, by blog w nowej odsłonie był bardziej czytelny i bardziej doskonały:)

Taka karma czy głupie serce

  Sara jest trzydziestoletnią mieszkanką Madrytu. Ma narzeczonego, Roberta oraz młodszą szaloną siostrę i nie mniej zwariowanych rodziców. J...