
"Jezioro cierni" bardzo mi się podobało. "Pokój Marty"- zafascynował."Willa" - oczarowała, a "Białe róże..."? Wstrząsnęły, poraziły, zachwyciły.
Autorka ma niewątpliwy dar czarowania słowem. Nie boi się poruszać trudnych tematów.
Tym razem zabiera nas w głąb psychiki chorej kobiety, która przez swoją chorobę ma zaburzony pogląd rzeczywistości, odczuwa silną potrzebę kontrolowania sytuacji. Dopuszcza się ona przerażających okropieństw, a wszystko to w imię chęci zaistnienia, bycia najważniejszą, podziwianą, kochaną.
"...to już nie tylko chory psychicznie potwór, to również inteligentna, chroniąca własny tyłek suka, gotowa usunąć z drogi każdego, kto zagrozi jej bezpieczeństwu..."
Bohaterką powieści jest Beata, która po tragicznej śmierci rodziców odkrywa w domu swojej jedynej ciotki pamiętniki.
W czasie ich czytania rodzą się w niej przeróżne uczucia. Okazuje się, że przez dotychczasowe życie była cały czas okłamywana przez wszystkich swoich bliskich.
Lektura pamiętników sprawia, że wiele rzeczy się wyjaśnia, wiele gmatwa.
Pomału młoda kobieta traci zdolność obiektywizmu. Nie wie komu może ufać. Każdego zaczyna podejrzewać o spowodowanie śmierci rodziców.
Ucieka nawet od kochanego i kochającego męża, traci do niego zaufanie.
Czy uda się jej uporać z upiorami z przeszłości? Czy rodzinne sekrety powinny ujrzeć światło dzienne?
"Białe róże dla Matyldy" to książka niebywale wciągająca i emocjonalna. Ciężko ją odłożyć choć na chwilę nie poznawszy dalszego ciągu.
Sądząc po okładce i tytule można by spodziewać się lekkiej obyczajówki. Nic bardziej mylnego.
Dla mnie jest to dramat psychologiczny, w dodatku doskonale skonstruowany.
Będzie to niezapomniana książka.
Polecam i jeszcze raz polecam.
Niezmiernie mnie zaciekawiłaś. Do tej pory nie czytałam niczego tej autorki. Widzę, że to wielki błąd. Muszę zatem szybko to naprawić :)
OdpowiedzUsuńPolecam, ja osobiście uwielbiam panią Zimniak. Nic co by wyszło z pod jej pióra nie jest banalne.
OdpowiedzUsuńJeśli gdzieś kiedyś napotkam - przeczytam ;)
OdpowiedzUsuń