
Głównym bohaterem powieści jest komisarz Marek Przygodny, który prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa dwójki licealistów; Żanety i Patryka.
Młodzi ludzie zostają zastrzeleni na jednym z przystanków autobusowych we Wrocławiu.
Policjant nie jest jedyną osobą, która chce odnaleźć mordercę.
Swoje własne dochodzenie prowadzi także jego bliski znajomy dziennikarz, Jerzy Kuriata.
Panowie jednak nie wspierają się w swoich postępowaniach śledczych. Każdy działa po swojemu, nie chwaląc się wynikami, które nawiasem mówiąc u nich obu są raczej mizerne.
Odkrycie prawdy nie jest łatwe, brak bowiem świadków przestępstwa, a wszelkie tropy prowadzą do nikąd.
Oczywiście okazuje się, że sprawca jest bliżej niż się wszyscy spodziewają, jednak długo pozostaje w gronie osób najmniej podejrzanych.
Książka pana Pollaka to kolejny dobrze dopracowany kryminał.
Co najbardziej w nim mnie urzekło to postać bezdomnego matematyka, którego Przygodny spotyka przed szkołą zamordowanych zakochanych.
Jego smutna historia porusza i nadaje dodatkowego waloru powieści.
Na łamach książki mamy również do czynienia z kilkoma śmiesznymi sytuacjami, a to za sprawą pobocznych bohaterów; dwóch niezbyt rozgarniętych posterunkowych.
Lektura dzięki temu nabiera ciekawszego kolorytu:
"...- najpierw musimy zatankować- Wójcik pokazał na mocno wychylony w lewo wsaźnik poziomu paliwa.
- Nie musimy.
- Nie pokazuje rezerwy, bo lampka się zepsuła, ale już na pewno jeździmy na rezerwie i to chyba długo.
- Nie o to mi chodzi.
Wojtkiewicz sięgnął do schowka i wyciągnął coś, co przypominało panel radia, ale nim nie było, gdyż ten od początku ich zmiany tkwił we właściwym miejscu, pozwalając na słuchanie wrocławskiej Eski. Chyba, że pojawiały się reklamy, wtedy przełączali na radio ZET.
- Mam zagłuszarkę - powiedział, lekko machając niepanelem, żeby pokazać, o czym mówi.
- Jaką zagłuszarkę?
- Zagłuszarkę sygnału.
- Nic nie rozumiem- przyznał się Wójcik. - Co to jest ta zagłuszarka i co ma do tego, że zaraz zabraknie nam benzyny?
- Samochody nie potrzebują do jeżdżenia benzyny, to wymyślono, żeby samochody dawały dochód też po sprzedaniu.
Wójcik przetrawił tę zaskakującą wiadomość.
- To po co kierowcy kupują benzynę, jak jej nie potrzebują?
- Bo myślą, że potrzebują. Na początku potrzebowali, ale przecież samochód wynaleziono bardzo dawno temu - Wojtkiewicz nie miał pewności, jak dawno,więc wolał żadnych dat nie podawać - i nie ma siły, żeby przez tyle czasu konstruktorzy nie wymyślili silnika, który może jeździć bez benzyny...
...- A jak ten nowy silnik nie jest na benzynę, to na co jest?- zainteresował się Wójcik.
- Na nic ..."
Jak łatwo się domyślić tych dwoje daleko za zagłuszarce nie dojechali, ale dostarczyli czytelnikowi wiele radości.
Polecam, szczególnie wielbicielom rodzimych powieści kryminalnych.
Książkę otrzymałam do recenzji od portalu

Raczej nie przeczytam z dość specyficznego powodu. Pamiętam, jaką pan Pollak zrobił awanture blogerowi o to, że mu się nie podobała jego książka. Nie mam ochoty na awanturę w razie czego, więc nie przeczytam.
OdpowiedzUsuńRozumiem, choć nie slyszałam o tej awanturze. Mi akurat książka się podobała, więc chyba nie muszę się martwić;)
OdpowiedzUsuńDziękuję za tę sympatyczną recenzję, natomiast do pani Scarlett mam pytanie, jakiemu blogerowi, kiedy i o jaką książkę rzekomo zrobiłem awanturę?
OdpowiedzUsuńNie wiem, jak skomentować dialog pomiędzy tymi dwoma policjantami...;) Kryminał z elementami humoru? Czemu nie?
OdpowiedzUsuńA o awanturze nie słyszałam ale, podobnie jak autor, też chętnie dowiem się o co chodzi.