
Jego grono fanów ciągle rośnie i co za tym idzie łatwo może popaść w przesadę, jeśli chodzi o ilość wydawanych książek. Istnieje też ryzyko pisania niejako pod publikę. Czy to faktycznie grozi autorowi?
Cóż... Sięgam po książki Musso od kiedy zakochałam się w jego powieści "Jutro". Praktycznie nieodmiennie każda jego książka trafiała w mój gust. Oczywiście do czasu. Przedostatnie "dziecko" pisarza było nietrafione, miałam wrażenie, że autor poszedł na ilość, a nie jakość. Z dużą dozą niepewności podeszłam więc do "Dziewczyny z Brooklynu".
Na szczęście okazało się, że wrócił Musso jakiego lubię.
W najnowszej powieści mamy rzecz jasna wielką miłość i walkę o nią. Raphael to samotny ojciec i pisarz. Zakochuje się z wzajemnością w pięknej i tajemniczej pani doktor, Annie Becker. Wszystko układa się bardzo pięknie. Do czasu kiedy Raphael naciska na Annę, aby opowiedziała mu o swojej przeszłości. Kobieta wzbrania się, stawiając na teraźniejszość. Jednakże przymuszona pokazuje mu makabryczne zdjęcie. \
Mężczyzna nie jest gotowy na taką prawdę.
A Anna nagle znika.
Raphael wraz ze swoim przyjacielem, byłym policjantem rozpoczynają poszukiwania. To czego się dowiadują mrozi krew w żyłach. Wydaje się niemożliwe, aby mogło się zdarzyć naprawdę. Im dalej w las, tym więcej drzew. I ryzyko coraz większe.
Czy odnajdą Annę całą i zdrową? Kto jeszcze jest zamieszany w sprawę jej zniknięcia? I czy każdemu można ufać?
Z całą pewnością można powiedzieć, że powieść ta jest nasycona niepewnością, nieprawdopodobnymi zwrotami zdarzeń. trzyma w niesamowitym napięciu, aż do końca.
Na koniec powiem, że warto było. Warto było czekać na polskie wydanie "Dziewczyny..." Na powrót Guillaume Musso w szczytowej formie. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać cierpliwie na najnowsze dzieło tego prawdziwego przez duże P pisarza.
Bardzo zachęcająca recenzja. Z przyjemnością przeczytam.
OdpowiedzUsuńkocieczytanie.blogspot.com
Nie będziesz żałować:)
Usuń