
Lucyna to samotna matka dwójki już dorosłych dzieci. Jest pisarką i znaleziona wzmianka w gazecie z przed stu lat o wypadku, w którym uczestniczył jej pradziadek Teodor, nasuwa jej pomysł na książkę. Znalezienie danych dotyczących rodziny, z przed wieku nie jest sprawą łatwą. Jednak Lucyna szybko znajduje pomocnika. Jest nim dziennikarz, Tadeusz. On mając swoje dojścia podpowiada jej, gdzie może odnaleźć potrzebne jej informacje.
Danych jest nadal niewiele, więc książka jest napisana z perspektywy Heleny, córki pradziadka, Józka, jego syna, a zarazem dziadka Lucyny oraz samego Teodora. Pisarka ukazuje ich punkt widzenia na sam wypadek Teodora ich spostrzeżenia i uczucia.
Powieść interesująca, lecz mało rozbudowana. Po przeczytaniu czuję niedosyt. Tak bardzo chciałam poznać Kraków z 1900 roku. Tego zabrakło i doprawdy szkoda.
Z perspektywy czasu sądzę, że miałam zbyt wygórowane oczekiwania wobec tej książki.
Ja póki co odpuszczę sobie tę książkę, choć nie wykluczam, że kiedyś po nią sięgnę 😊
OdpowiedzUsuńRozumiem.
UsuńNie słyszałam wcześniej o tej książce, ale póki co, nie dam rady nigdy jej wcisnąć. 😊
OdpowiedzUsuń