
Bożenka jest cenioną pracownicą banku. Jak to zwykle u pracoholiczek nastawionych na karierę w jej życiu prywatnym zionie pustką. Nad czym ubolewają jej rodzice.
Na szczęście los szykuje dla niej zmiany, zmiany niecodzienne i trudne do zaakceptowania. Jej mało znany wuj, zapisuje jej bowiem w spadku posiadłość w miejscowości, o jakże ciekawej nazwie Stacja Pruska. Bożenka nie wie skąd u wuja pomysł na to, by właśnie jej cokolwiek zostawiać w spadku, ale wyrusza w podróż do miasteczka. Już sama droga do celu niesie masę przygód. Na miejscu zaś okazuje się, że posiadłość to nie domek z ogródkiem, ani nawet nie stara nadająca się do remontu rudera tylko dworzec kolejowy.
W dodatku najwyraźniej zamieszkany już przez drugiego spadkobiercę, niejakiego Rocha.
Poznanie mężczyzny jest równie dziwaczne jak cała ta sprawa ze spadkiem.
Z resztą oprócz Rocha Bożenka spotyka niezbyt przyjaźnie nastawioną Cygankę Cezarię, krowę świnię i mnóstwo innych ciekawych osobliwości. Ruch w okolicy jest jak nomen omen na dworcu.
Cała powieść obfituje w wiele zdarzeń, niekiedy śmiesznych, niekiedy trochę mniej. A w dodatku jest tu i afera kryminalna. Nudzić się przy tej lekturze nie sposób.
Po książkę sięgnęłam nie bez powodu. Ostatnio miałam sporo stresu i nic tak nie działa na pokonanie go, no może bardziej na jego uśpienie niż lekka i zabawna opowieść. A już spoglądając na okładkę książki wiedziałam, że stres pójdzie w niepamięć.
Szczerze polecam.
Myślę, że będzie to bardzo dobra książka na jesienną chandrę. 😊
OdpowiedzUsuńJak najbardziej:)
UsuńMyślę że na odstresowanie to bardzo dobra lektura :)
OdpowiedzUsuńZgadzam się:)
UsuńSuper, że ją polecasz. Na pewno przeczytam :)
OdpowiedzUsuńCieszę się i sądzę, że Ci się spodoba:)
Usuń