
"Jak zawsze" odbiega od tego do czego mnie przyzwyczaił pisarz. Nowa powieść miała zaskoczyć jego wielbicieli i tak też się stało.
Czy istnieje na świecie ktoś, kto będąc w wieku mocno dojrzałym, nie chciałby na nowo przeżyć młodości. Ze swoim naznaczonym doświadczeniami rozumem wskoczyć znów w młode i żwawe ciało?
Taka sytuacja dotyczy naszych bohaterów, którzy świętując swoją pięćdziesiątą rocznicę ślubu, najpierw oddają się wspomnieniom i gdybaniom, co by zrobili lepiej, na co zwrócili większą uwagę, czego żałują, a czego nie. Rankiem budzą się w nieznanym mieszkaniu, w nieznanej rzeczywistości, ale za to w świetnie znanych choć nieco zapomnianych ciałach. Znów są pięćdziesiąt lat młodsi.
Sytuacja zdawałaby się być bajkową, ale nie ma lekko. Okazuje się, że Ludwik jest żonaty, a ona mieszka z koleżankami w dość spartańskich warunkach.
Warszawa wygląda dziwnie. Nie ma Pałacu Kultury, ani stadionu. Za to na Pradze wybudowano Wieżę Przyjaźni, całą w kolorach francuskiej flagi narodowej.
Są lata 60- te XX wieku, ale niewiele rzeczy jest takich jakie zapamiętali ze swojej młodości.
A już na pewno Ludwik nie pamięta swojej rzekomej przyjaźni z Gierkiem.
Obydwoje postanawiają poradzić sobie z otaczającą ich rzeczywistością po swojemu i osobno. Jednego czego nie chcą zmieniać to poczęcia swego syna. Dokładnie pamiętają ten dzień i okoliczności i zamierzają stanąć na głowie, aby to powtórzyć.
Zarówno Grażyna jak i Ludwik poruszają się niejako po omacku w tym nowym świecie. Mają liczne wątpliwości i rozterki.
"...Czyżbym wylądowała tutaj po to, żeby naprawić błędy przeszłości?.... Może nie chodzi o żaden urlop od małżeństwa, ale przeżycie swojego życia jeszcze raz, tak jak naprawdę powinno być przeżyte?.."
"...Przez to, że cały czas się czuję w tym świecie gościem, intruzem nawet, bywają chwile, kiedy jestem bardzo samotny, samotny jak jedyny człowiek na obcej planecie, co to nawet nie ma się komu zwierzyć z samotności..."
Książka początkowo przypominała mi film Juliusza Machulskiego "Ile waży koń trojański?Zwłaszcza cofnięcie się w czasie, mimo że dotyczyło innych lat. W filmie były to czasy PRLu, tu lata sześćdziesiąte, również trudne politycznie. Niemniej pomysł podobny. Później w trakcie czytania podobieństwa zanikały. Pozostał tylko ten sam humor, nienachalny, czasem ledwie wyczuwalny. Summa summarum powieść czytało mi się bardzo dobrze. Była to miła odskocznia nie tylko od codzienności, ale także od pozostałej literatury. Zygmunt Miłoszewski stworzył książkę jedyną w swoim rodzaju. Nie potrafię jej inaczej zakwalifikować, niż jak to jest podane na obwolucie, czyli musi to być komedia ironiczno - romantyczna.
Zachęcam do zaczytania się.
Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu W.A.B.
Być może przeczytam.
OdpowiedzUsuńSpróbuj, a nuż Ci się spodoba:)
UsuńTrochę już słyszałam o tym autorze i mam w planach tę książkę. ;)
OdpowiedzUsuńjestem ciekawa Twoich wrażeń po lekturze:)
UsuńBardzo fajna. Żałuję, że tak długo się przed nią broniłam, bo czytało mi się świetnie :)
OdpowiedzUsuńTeż tak miałam. Moze się nie tyle broniłam, co odsuwałam w czasie jej przeczytanie.
OdpowiedzUsuń