
Spodziewałam się więc po "Rodzinnym parku atrakcji" wiele. Otrzymałam jeszcze więcej. Mimo, że jest to dalszy ciąg "Historii rodzinnych", których niestety nie miałam okazji przeczytać to zupełnie to nie przeszkadza w poznaniu rodziny Wiktorii, głównej bohaterki.
Tytuł książki jest bardzo trafny. Jest to bowiem powieść o niebanalnej rodzinie, która na brak atrakcji nie może narzekać.
Po krótce przybliżę sylwetki członków owej rodziny:
Dziadkowie; Bernard i Janina - osobliwe małżeństwo, stale się kłócące, dosłownie o wszystko.
On - narwany, łatwo wybuchający człowiek, z zasady nie zgadzający się z nikim i niczym, wieczny buntownik. Niemniej bardzo uroczy.
Ona - biegająca od przychodni do kościoła i z powrotem, wiecznie narzekająca i lamentująca, niezadowolona z niczego, a już najbardziej ze swej młodszej córki, wiktorii, która ośmieliła się mimo swoich trzydziestu ośmiu lat nie wyjść za mąż.
Córki; Amelia i Wiktoria - starsza to ustawiona życiowo matka Emilki i Mirka, żona Sławka, kapitana żeglugi morskiej. Trochę bezwolna, podporządkowana mężowi. Nie radząca sobie z dziećmi ani z własnym osobistym życiem. Postać dość irytująca ze względu na bierną postawę.
Jej mąż to totalny despota, manipulant, wszystko musi mieć pod kontrolą. wszystko co złe przypisuje Wiktorii, której szczerze i z wzajemnością nie znosi.
Wiktoria - nauczycielka, stara panna. Trochę roztrzepana i pogodna. dzielnie odpiera ataki matki związane z nieustannym swataniem jej osoby z każdym napotkanym mężczyzną.
Dzieci; Mirek i Emilka -Mirek jest studentem prawa, związany potajemnie ze swoją wykładowczynią Justyną. Nie akceptowany przez swój związek odsuwa się od rodziny.
Emilka - najbarwniejsza i najzabawniejsza postać powieści; osiemnastolatka posługująca się interesującym językiem, nazwanym przez jej ciotkę polgielskim. Jest to dziewczyna roztrzepana, o nie wyparzonym języku, niezwykle urocza, choć wrednawa.
Nie chcę streszczać całej książki, ponieważ tym sposobem pozbawię was wspaniałej zabawy. Czytam sporo powieści, przy których uśmiech nie schodzi z twarzy. jednak pani Pietrzyk jest dla mnie totalną mistrzynią humoru i ciętej riposty. A o to próbka:
"... - Jutro nie dam rady, kwach totalny w chacie. Ojciec wypływa i świruje jak bąbel w oranżadzie. Nie chcę go prowokować do większego musowania...
- Dżizas! Muszę kończyć. Bąbel już szaleje w salonie i buzuje coraz głośniej. pewnie zaraz wpadnie do mojego pokoju i pianą mi dywan zaleje..."
"... - Wybierasz się gdzieś? - Krzysiek spojrzał z zaciekawieniem na Wiktorię.
- Ma randkę z plackiem - odpowiedziała za ciotkę Emilka. - Ale jest chwilowo w nieogarze i wierzy, że to ciacho, a nie czerstwy racuch.
- Nie rozumiem. Piekarza jakiegoś poznałaś? Czy cukiernika?- dopytywał Krzysiek, nie doczekał się jednak odpowiedzi, bo obydwie kobiety zaczęły się ściskać i przytulać, że nie wiedział, gdzie sie która zaczyna, a gdzie kończy...."
Cała książka emanuje podobnymi dialogami oraz naprawdę komicznymi sytuacjami. Nie jest to tylko powieść lekka i zabawna. Ma również drugie dno; ukazuje problemy, z którymi nie jedna standardowa rodzinna musi się zmagać, pokazuje siłę miłości i stereotypy rządzące ludźmi.
Nie pozostaje mi nic innego jak tylko szczerze polecić "Rodzinny park atrakcji" każdemu czytelnikowi.
Chętnie przeczytam, bo zapowiada się ciekawie ;)
OdpowiedzUsuńThievingbooks.blogspot.com